Colonia Polaca - USOPAL - Unión de Sociedades y Organizaciones Polacas en America Latina - Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej - POLONIA na intencję Odrodzenia Polski
Zakładki:
EU-Fotos
Freude - Przyjaciele
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy poza granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
www.flickr.com
stefan_kosiewski przedszkole oddali na burdel photoset stefan_kosiewski przedszkole oddali na burdel photoset
kosiewski.
The WeatherPixie Add me to your address book
Google Groups – wersja beta
Zapisz się do magazyn europejski
E-mail:
Odwiedź tę grupę

Grab this swicki from eurekster.com

niedziela, 24 stycznia 2010
Zmarł śp. płk. Leopold Biłozur, oficer II Korpusu


Płk. Leopold Biłozur

Oficer II Korpusu Wojska Polskiego
Uczestnik bitwo o Monte Cassino. Wielokrotnie ranny.
Prezes Związku Polskich Kombatantów Ameryki Łacińskiej w Argentynie.
Członek władz  Unii Stowarzyszeń i Organizacji  Polonii Ameryki Łacińskiej
Wybitny Polak, żołnierz i działacz
Odszedł do Pana w wieku lat 88
Cześć Jego Pamięci!

Pan Prezes USOPAŁ

Jan Kobylański

 Składam na ręce Pana Prezesa wyrazy żalu i smutku z powodu odejścia do Pana, Pana Pułkownika Leopolda Białozura, wiernego Syna Ojczyzny, która została osierocona przez jednego ze swych najwierniejszych Synów. Wiem, że odszedł jeden z najbliższych Panu Prezesowi Przyjaciół i Współpracowników. Proszę więc przyjąć moje kondolencje. Ponieważ nie mam żadnych możliwości przekazania wyrazów współczucia Rodzinie, byłbym wdzięczny, gdyby Pan Prezes polecił je przekazać, albo, żeby sekretariat przesłał mi adres mailowy do Rodziny Zmarłego.

Pozostaję z szacunkiem. Bohdan Poręba.

« Vorheriges   Nächstes »

zenia555 In Slideshow:
002

http://www.slide.com/s/RLXxgUOE7D8yLj8TDOh54G80ujsmqebe
poniedziałek, 09 listopada 2009
Bohdan Poręba: z czwartego i piątego dnia procesu, wytoczonego przez Jana Kobylańskiego jego dziewiętnastu
sowa  sowa


Strategia Oskarżonych

Refleksje z czwartego i piątego dnia procesu, wytoczonego przez Jana Kobylańskiego jego dziewiętnastu potwarcom z „Gazety Wyborczej”, „Wprost” „Rzeczypospolitej” i „Polityki”.

Sala sądowa jest wypełniona publicznością. Trzy razy rozprawa toczyła się w niewielkiej Sali Sądu dla Dzielnicy Mokotów przy ulicy Ogrodowej, raz w większej Sali sądowej przy Alei Solidarności.

W czwartym dniu procesu publiczność została przez sędziego Roberta Żaka usunięta z pomocą policji, pod pretekstem niewłaściwego zachowania się, kiedy padły prowokacyjne słowa oskarżonego, ambasadora z Hiszpanii a ongiś z Paragwaju i Urugwaju, Ryszarda Sznepfa, jakoby zacytowane z prasy paragwajskiej, że „Jan Kobylański jest znanym, międzynarodowym bandytą” . Słowa te wywołały zrozumiały odruch oburzenia, który został wykorzystany dla usunięcia publiczności. Trzeba było widzieć, nie skrywany wyraz triumfu na twarzach oskarżonych i ich adwokatów! Obecność publiczności jest oskarżonym przedstawicielom środków przekazu, wyraźnie nie w smak. Dziwi też zakaz sądu, nagrywania i fotografowania na sali. Jakże to nie sprawiedliwe wobec przedstawicieli społeczeństwa, którzy obserwują proces tych, którzy całe życie niezwykle jednostronnie, jak wykazuje proces, manipulują opinią publiczną!

Oskarżeni jak dotąd stają przed sądem w ilości trzech, czterech.
Większość jest zawsze nie obecna. Np. Adam Michnik nie stawił się dotąd na żadnej rozprawie, jego adwokaci usprawiedliwiają go pod różnymi pretekstami. Bywa, że na sali jest więcej ich adwokatów, niż
oskarżonych. Trzeba przyznać, że jak dotąd, sąd gładko to przełyka.
Publiczność gromadzi się więc, wokół pikiety przed sądem, gdzie można wypowiedzieć się przed „telewizją narodową”, które to wypowiedzi można później obejrzeć w portalu internetowym „You Tube”. Można też dostać gorącą herbatę lub łyżkę gorącego bigosu.

Namiot pikiety okalają biało czerwone flagi, transparenty i portrety Jana Kobylańskiego z napisem „Prezes Jan Kobylański walczy z antypolonizmem”.

Po piątej rozprawie, w tymże namiocie odbyła się msza św. Celebrowana przez ks. dr Jana Gryciuka. Wspaniałe było kazanie ks. Gryciuka, w którym powiedział, że trzeba zawsze modlić się o wielkość Polski: kiedy jest wielka i zwłaszcza wtedy, kiedy jest mała. Bo wtedy najbardziej potrzebne jest zwycięstwo.

Wszyscy zeznający dotąd oskarżeni, wygłaszają jak mantrę jednakową formułę: że nie przyznają się do winy oraz że nie będą odpowiadać na pytania pełnomocnika oskarżenia mecenasa Andrzeja Lew-Mirskiego. Oraz,
że działali w poczuciu obowiązku informowania opinii publicznej. Natomiast wygłoszą oświadczenie. Oświadczenia te wygłaszają bąkając pod nosem tak, by ani słowo nie dotarło do publiczności. Przy zakazie
dokumentowania rozprawy przy pomocy filmowania, nagrywania i fotografowania, czyni to tę rozprawę, właściwie utajnioną. Maniera niezwykle cichego mówienia udziela się również sędziemu.

I na tym tle ukazują się soliści. Wszyscy są „autorytetami”, byłymi lub obecnymi ambasadorami: Daniel Passent, Ryszard Sznepf oraz Jarosław Gugała.

Wprawdzie Daniel Passent przekazując sądowi swój stosunek i „wiedzę” jaką nabył o Prezesie Janie Kobylańskim powołuje się na dwóch pozostałych kolegów ambasadorów, a nawet stwierdza, ze wobec faktów
przekazanych przez takie autorytety jak Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała, nie miał już obowiązku sprawdzania „faktów”, które zamieszczał w swych enuncjacjach ( czy denuncjacjach) prasowych. To kuriozalne stwierdzenie w ustach dziennikarza, którego sens zawodu polega na docieraniu do prawdy!

Ale Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała przyjmują na siebie role solistów,
którzy mają przede wszystkim wywrzeć odpowiednie wrażenie na sądzie.

Ryszard Sznepf zaczyna od tego, że będzie mówił dobitnie, tak, by każde jego słowo dotarło do każdej osoby na sali. Przedstawi fakty, które być może zmienią stanowisko nawet dotąd myślących inaczej.

Mówi, ze pełnił swą misję ambasadora od 1991 do 1996 roku i wtedy poznał Jana Kobylańskiego, jego rodzinę, dom i znajomych. Poznał też wiele dokumentów i relacji prasowych. Zdobywana wówczas wiedza kazała Sznepfowi ocenić Jana Kobylańskiego jako człowieka żądnego władzy, który: ”płaci, decyduje i wymaga”.
Dał przykład, że był uprzedzany przez oskarżyciela, by nie komunikował się ze skomunizowaną strukturą Stow. Adama Mickiewicza. Gdy Sznepf go nie posłuchał , przy składaniu wieńca pod jakimś pomnikiem, Sznepf był sam, bowiem Kobylański zastosował wobec niego ostracyzm. (tu pomyślałem jak to wspaniale świadczy o wpływie prezesa na swą organizację)!

Stawia zarzut o próbę skorumpowania Lecha Wałęsy , kiedy to Jan Kobylański miał oferować 250 000 USD w zamian za wpływ na dobór ambasadorów i funkcję honorowego ambasadora na cała Amerykę Łacińską,
podczas jego pobytu w Urugwaju 25 lutego 1955 roku .
Wałęsa miał to wg. Oskarżonego ujawnić trzy lata później podczas zaprzysiężenia nowego prezydenta Ekwadoru.

Ryszard Sznepf stwierdził, że Jan Kobylański ma wielki wpływ na treści ukazujące się na portalu USOPAŁ u. I tu według niego, objawia się żydożercza postawa prezesa. Tu Sznepf powołuje się na jakąś komisję, jak
się wyraził „specjalistów”, która dokonała analizy treści portalu USOPAŁ u i stwierdziła, że słowo „Żyd”, „żydowski” pojawia się na 428 publikacji, aż 316 razy! Co stanowi 73,8% poświęconych „szeroko pojętej
problematyce żydowskiej, a polonijnej tylko 125 razy!

Widzicie Państwo, jak się napracowali!? A gdyby tak policzyć ile razy słowo „Polak”, „polski” pojawia się w kontekście negatywnym w „Gazecie Wyborczej”?

No i teraz strzał z kolumbryny:

Sznepf przedstawia sądowi dokumenty IPN zawiadamiające o sięgnięciu do rozprawy z 1955 roku, zakończonej umorzeniem, o rzekome wydanie rodziny żydowskiej Shenke w czasie okupacji. Sznepf stwierdza, ze wprawdzie sprawę umorzono, ale sama zbrodnia „ludobójstwa” nie ulega przedawnieniu!

To bardzo przypomina czas IPN pod dyrekcją Kieresa, kiedy to wyciągnięto również umorzone śledztwo z 1949 roku, przeciw rzekomym zabójcom Żydów w Jedwabnem, którzy wszyscy byli torturowani w UB a jeden nawet skonał w czasie śledztwa. Moja dokumentacja współczesna w IPN ujawniła, że większość oskarżonych była czynna w polskim ruchu oporu, bardzo silnym w okręgu łomżyńskim.

Prezes Jan Kobyląński, również podległ skomasowanemu atakowi lobby wraz z charyzmatycznym Prezesem Polonii USA Edwardem Moskalem, wtedy, gdy wspólnie ogłosili swój sprzeciw wobec żądań dobicia polskiej gospodarki przez samozwańcze grupy żydowskie ( przed którymi ostrzegał Polskę uczciwy żydowski uczony Norman Finkelstein w swej „Hollocoust Industry”), za pomocą rewindykacji w wysokości 65 miliardów za zbrodnie Hitlera na polskiej ziemi.

Sznepf podważał na Sali sądowej polskość Jana Kobylańskiego, oskarżał go o próby korupcji i współpracę z komunistami. O kompletną bezideowość, wykorzystywaną dla ugruntowywania wpływów i nieposkromionej żądzy władzy.

Na końcu Sznepf powołał się na słuszne wg. niego zarządzenie ministra Radka Sikorskiego, zabraniające kontaktowania się dyplomatom z Janem Kobylańskim i jego organizacją.
Zarzucił nieprawidłowości w polskich firmach Jana Kobylańskiego Mintpol i Potsdam. Wreszcie powołał się na negatywną opinię Hanny Gronkiewicz Waltz oraz wspomniał o naciskach i groźbach skierowanych przeciw niemu, których ślady jakoby miały znajdować się w kancelarii Prezydenta RP.

Ale całkowicie odsłonił karty oskarżony, również ambasador, Jarosław Gugała.

Stwierdził bowiem, że przed przejęciem misji ambasadora, miał rozmowę z ówczesnym szefem MSZ min. Władysławem Bartoszewskim, który uczulił go na rasistowską postawę konsula honorowego w Urugwaju. Jana Kobylańskiego. I że trwają od ośmiu i pół roku, rażące nieprawidłowości i skandaliczne zaniedbania w tej sprawie: Senatu, Wspólnoty Polskiej oraz MSZ i części kościoła katolickiego, , którym to zaniedbaniom należy położyć kres.

Po, objęciu funkcji w Urugwaju, Gugała stwierdził, że szkodliwa działalność prezesa Kobylańskiego powoduje utratę opinii niezbędnej dla prowadzenia organizacji jednoczącej Polonię Ameryki Łacińskiej.
Działalność Kobylańskiego jest fasadowa, ogranicza się do zwoływania raz do roku zjazdów, na które zaprasza się po kilku przedstawicieli Polonii oraz paru gości z Polski. Zwyczajem jest wg. Gugały wysyłanie zaproszeń i nagłaśnianie ich, kiedy wysoko postawione osobistości zawiadamiają że nie mogą przybyć.

Ta działalność była dofinansowywana przez senat i USOPAŁ był traktowany dotąd przez „Wspólnotę Polską” jako najważniejsza reprezentacja Polonii Ameryki Południowej. Zdaniem Sznepfa absolutnie nie słusznie. Na czym polega generalnie szkodliwość Kobylańskiego?

Otóż w Urugwaju 95% przedwojennej, polskiej emigracji stanowią Żydzi! Dzisiaj to 25 000 osób! Za czasów Gugały 4 z tych osób posiadały polskie paszporty i prezes Kobylański nigdy ich do siebie nie zaprosił! ( A czy
te osoby próbowały zgłosić się do niego?) Te wszystkie osoby unikały kontaktów z USOPAŁem, ze względu na rasistowskie poglądy jego przewodniczącego. Oto, na czym polega szkodliwość działalności Jana Kobylańskiego!

Po stwierdzeniu tych faktów, ministrowi Bartoszewskiemu pozostało tylko odwołanie Jana Kobylańskiego z funkcji Konsula Honorowego, którą pełnił ponad osiem lat, udzielenie nagan strukturom, które go wspierały, a Gugale zmobilizować „właściwie” zorientowaną prasę, przeciw Kobylańskiemu. Bo Edward Moskal zmarł „samorzutnie” i pozostało już tylko sterroryzować zwolenników Kobylańskiego.

Mowy oskarżonych: Passenta, Sznepfa i Gugały ( usiłuje do nich - ale bez powodzenia doszlusować Mikołaj Lizut), mają zabarwienie prokuratorskie. Mają za zadanie odwrócić role na sali: oskarżonych uczynić
oskarżycielami a oskarżyciela uczynić oskarżonym. Już nawet zaczęto stosować właściwy język. Bo adwokat żądający sprowadzenia Jana Kobylańskiego przed , jak się wyraził „polski sąd”, który na głos z sali, że Jan Kobylański ma 87 lat odparł, że w g. jego wiedzy prezes Kobylański i tak bywa w Szwajcarii raz do roku, użył określenia, że należy oskarżyciela „przesłuchać”. Jak w pięćdziesiątych latach, latach sądów nad Polakami przez ojców niektórych oskarżonych?

*Czy młody sędzia da się nabrać na tę pychę, demonstrację siły oskarżonych i ich hucpę?*

* *
* Bohdan Poręba*
http://sowa-frankfurt.ning.com/photo/bohdan-poreba
piątek, 14 sierpnia 2009
Szaleją w tropieniu antysemitów... Bohdan Poręba: O Kulturę Narodową! Przeciw dyktaturze kłamstwa


http://sowa-frankfurt.ning.com/photo/albums/bohdan-poreba

22 czerwca 2009 roku odbył się trzeci dzień procesu przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa,  jaki wytoczył, dziewiętnastu dziennikarzom prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonii Ameryki Łacińskiej Jan Kobylański.

Pozew został złożony przez pełnomocnika Jana Kobylańskiego, mecenasa Andrzeja Lew Mirskiego 1 października 2005 roku. Pierwsza rozprawa odbyła się 27 marca 2009 ! Oj, nierychliwa jest u nas sprawiedliwość, gdy ktoś dostanie się pod buty „autorytetów moralnych” ! Przed Janem Kobylańskim odczuł to inny wybitny Polak, równie zasłużony dla Polonii Ameryki Północnej  jak Kobylański dla Ameryki Południowej, Edward Moskal. I nie pomógł mu, fakt  jak sam mi się zwierzył, przekazania miliona dolarów na „Gazetę Wyborczą”, gdyż myślał, że będzie ona reprezentowała wszystkie opcje ówczesnej „Solidarności”. Wystarczyło, iż wypowiadał się tak jak i prezes Kobylański przeciw obrabowaniu Polski przez „przedsiębiorstwo Holocaust”.
Najpierw przeciw Janowi Kobylańskiemu zostali uruchomieni ambasadorowie z ekipy Geremka: Ryszard Sznepf oraz Jarosław Gugała. Oficjalnie została odebrana, piastowana nie zakłócenie od 10 lat funkcja honorowego konsula RP, a po wypowiedziach wyżej wymienionych oficjeli, ruszyła lawina oskarżeń prasowych. Oto niektóre tytuły artykułów:
Mikołaj Lizut: „Podwójne Życie Don Juana”
„Ścigany sponsor ojca Rydzyka”
„Ekstradycja milionera”
„”Fałszywka Kobylańskiego”
„Zbrodniarz sponsorem ojca Rydzyka”
„Za garść złotych monet”
„”Czy Kobylański był radzieckim szpiegiem?”
Karol Dolecki: „ IPN o sprawie Kobylańskiego. Wydali rodzinę żydowską Gestapo”
Jerzy Morawski: „Mroczne strony Milionera”
Daniel Passent (podobnie jak Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała, w swoim czasie ambasador : „Upadek Don Juana”
Jarosław Gugała: „”Czy Kobylański był radzieckim szpiegiem?”
„Dr Jekyll 2005”
Pozwani są również naczelni redaktorzy: Adam Michnik z „Gazety Wyborczej” ,Tomasz Wróblewski z „Newsweeka” Jerzy Baczyński z „Polityki”, Grzegorz Gauden z „Rzeczpospolitej”, Jerzy Wójcik z „Metra”, odpowiedzialni za treści drukowane w ich czasopismach oraz dziennikarze telewizyjni Dorota Wysocka Sznepf i Jarosław Gugała.
Jak widać z samych tytułów brytany były gotowe by rozszarpać Jana Kobylańskiego i za malwersacje i sprzyjanie ojcu Rydzykowi i za współpracę z Gestapo i NKWD, za co komu przyjdzie do głowy.
Jak wiadomo IPN nie potwierdził zarzutów. To już przecież nie IPN pana Kieresa(do którego nota bene wzdychał nie dawno publicznie marszałek Komorowski). I ciekawa jest linia obrony oskarżonych. Oczywiście jak jeden mąż ( i żona) nie przyznają się do winy. Ale też niczego nie udowadniają...
Jako pierwszy zeznawał Daniel Passent. Ten zachowany w nienaruszonym stanie stalinowski autorytet moralny stwierdził z całą hucpą, iż o ile słyszał informacje o Kobylańskim od jeszcze większych od siebie autorytetów, to jako dziennikarz nie miał obowiązku ich sprawdzać! A więc wystarczy wytworzyć famę o niewygodnym dla mafii człowieku i potem zjednoczeni w poprawności politycznej dziennikarze będą to powielać w imię znanej zasady Goebbelsa: „kłamstwo wielokrotnie powtórzone staje się prawdą”.
A więc nie jest to proces przeciwko Janowi Kobylańskiemu. To proces przeciw PRAWDZIE, fundamentowi naszej, łacińskiej, chrześcijańskiej, europejskiej cywilizacji. I przeciw Polsce. Tej, której byt został przerwany przez Hitlera i Stalina. Polsce, spadkobierczyni tradycji Piastów i Jagiellonów, Rzeczpospolitej Narodów, powstań listopadowego i styczniowego, insurekcji kościuszkowskiej i legionów Piłsudskiego, wielkiej narodowej myśli Popławskiego i Dmowskiego, nauki Feliksa Konecznego, armii Hallera powstań śląskich i wielkopolskiego, Armii Krajowej , I Korpusu, Pancernej generała Maczka, Powstania Warszawskiego i żołnierzy wyklętych. I Dywizji Kościuszki i nadziei związanych z  podsuniętą Polakom „Solidarnością”
A więc Polski znienawidzonej. Zwalczanej rozstrzeliwaniami, torturami, piórem, fałszowaniem nauki i kapturowym sądownictwem. Niektórzy z oskarżonych już za Stalina, jak Passent, akceptowali zwalczanie tradycyjnej Polski, niektórzy są ich godnymi potomkami. Ich ideologii rodem z międzynarodówek, ich nienawiści. Nawet się nie kryją. Uznali, że wraz z rozmyciem państwa w międzynarodowych strukturach, przyszedł ich czas. Michnik  swój artykuł we francuskim tygodniku zatytułowany „Podłożyłem bombę pod system” zilustrował rysunkiem rozrywanego w strzępy białego orła, a dziś  mówi, że „okrągły stół uratował demokrację, gdyż był alternatywą dla narodowej i katolickiej Polski”.
Szaleją różne pisemka i organizacje jak „ Otwarta Rzeczpospolita” czy „Nigdy więcej” w tropieniu nacjonalistów i antysemitów. Antysemityzm dziś funkcjonuje w zastępstwie „antyradzieckości”. I nawet zgrabnie tym hasłem operują zważywszy, że operują nim ci sami ludzie co oskarżali o antyradzieckość. I równie gorliwie. Byle mniej Polski, mniej liczących się Polaków, mniej Polski w sercach młodzieży. Matka młodzieńca który potrafił szydzić z ofiar katyńskich, redefiniuje na swojej stronie internetowej patriotyzm: „ Za trzydzieści lat Polska będzie zupełnie innym krajem, nie tak obrzydliwie jednorodnym – pełnym Polek i Polaków a także cudzoziemców o zróżnicowanym pochodzeniu i różnych kolejach życia . Dla nich nasz przaśny patriotyzm nie będzie interesującą ofertą, choć też będą u siebie…”   
Oto wizja Polski do której „autorytety moralne” dążą z małymi przerwami od 1939 roku: Polska bez Polaków!
Ale coraz więcej nas zaczyna dostrzegać tę politykę…
Bohdan Poręba
http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=122&pid=1930

niedziela, 29 marca 2009
Bohdan Poręba ma 5 kwietnia 75 lat

na XIV Walnym Zebraniu USOPAL

Reżyser filmu, teatru, telewizji. Publicysta. Polityk.

Urodził się 5.04.1934 w Wilnie, w rodzinie oficera Legionów, Wojska Polskiego i  AK,  z matki  nauczycielki. Z domu wyniósł miłość do kultury narodowej i przekonanie, że dla Polaka największym dobrem jest niepodległa państwowość. Z czasów przedwojennych, pamięta pochody 3 majowe i umundurowanych weteranów 1863 roku. Miał 5 lat, gdy wybuchła wojna. Wilno było miastem frontowym, które kilkakrotnie przechodziło z rąk sowieckich w niemieckie i odwrotnie. Podczas walk, matka chroniła się w majątku wuja ,w gminie ,która była bazą AK. Tam słuchał partyzanckich pieśni, poznał  legendarne postacie. Pamięta wyzwolenie miasta przez żołnierzy AK, potem ich kilkudniowe zbratanie z Armią Czerwoną, zakończone wywózkami na katorgę.
Takie wydarzenia i obrazy, kształtowały wyobraźnię chłopca. W maju 1945 roku repatriowany z rodziną do Polski. Przez okna bydlęcego wagonu, który uwoził go z ukochanego Wilna, widział moment zakończenia wojny.
Porębowie osiedlili się w Bydgoszczy. Ojciec, który nie chciał się ujawniać,został urzędnikiem „Społem” i pozostał nim do emerytury. Bohdan uczył się W I Państwowym Gimnazjum i Liceum typu humanistycznego. Z powiewem przedwojennej profesury. Jeszcze jako repatriant bez adresu  zapisał się do Harcerstwa. Stało się jego pasją. Do 1949 roku był ostatnim drużynowym 5 Bydgoskiej Drużyny Harcerzy. Jego pożegnaniem z harcerstwem był organizowany przez hufiec, tajny pochód 3 Maja. Obecnie również jest członkiem  Starszoharcerskiego Kręgu Instruktorów. 
1951 roku ,po zdanej z wyróżnieniem maturze, student wydziału reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Sama noc stalinizmu i tzw. ”odchylenia prawicowo – nacjonalistycznego”. Tępienia wszystkiego co polskie. Wtedy skumulowały się w nim tęsknoty do zamanifestowania tożsamości narodowej, obrony polskiej tradycji i historii. Jego absolutoryjny film o zakładzie dla niewidomych „I dla nas świeci  słońce” został wysoko oceniony i Wytwórnia Filmów Dokumentalnych nadała mu swą markę i przyjęła na etat reżysera. To pozwoliło mu  uniknąć wieloletniego terminowania w charakterze asystenta.
Pierwszym zawodowym filmem był „Apel poległych”, epitafium dla żołnierzy poległych na wszystkich frontach. Polska widownia po raz   pierwszy ujrzała w nim zakazane dotąd obrazy Tobruku,  Monte Cassino,  Powstania Warszawskiego. A dyrektorem wytwórni była Rita Radkiewicz, żona  ministra  bezpieki. Ale już zbliżała się odwilż.
W 1957 roku otrzymuje Nagrodę Polskiej Krytyki Filmowej „Syrenka Warszawska”  za najlepszy film dokumentalny roku „Wyspa Wielkiej Nadziei”.To otwiera mu drogę do fabularnego debiutu. Gdy kręci „Lunatyków”, o wykolejającej się młodzieży, jest najmłodszym reżyserem w Europie.
Po „Drodze na zachód”, wybitny krytyk francuski Georges Sadoul przyrównuje Porębę do Johna Forda. Spiera się on w tym filmie z modnym wówczas a jego zdaniem nie przystającym do polskiej kultury egzystencjalizmem w wydaniu Sartra. Szefowie namawiają go na kryminały, a Poręba na przekór kręci film „Daleka jest droga” .Losy żołnierzy I Pancernej Dywizji generała Maczka wpisuje w  opowiadania Ksawerego Pruszyńskiego. A generał ma wraz z  75 innymi bohaterami II wojny światowej, odebrane polskie obywatelstwo. I Poręba płaci za ten film sześcioletnim bezrobociem. Kapturowy wyrok zmusza go do poszukiwania sposobów utrzymania. Ma już żonę i małe dziecko. Jeszcze w 1961 roku zadebiutował w teatrze „Pygmalionem” Bernarda Shawa.  Rozpoczyna z powodzeniem pracę w kilkunastu teatrach Polski. Wojciech Natanson pisze o nim jako o najlepszym specjaliście od repertuaru poetyckiego. Ale i w teatrze dosięgają go „długie ręce” tych, od kapturowego wyroku „ za nacjonalizm”. Ministerstwo Kultury odbiera mu prawo do wypracowanej już najwyższej stawki i cofa do najniższej. Tymczasem ukazuje się niezwykła ksi?żka: „Siedem polskich grzechów głównych” Zbigniewa Załuskiego. Broni ona wszystkich umiłowań Poręby: Somosierry, Westerplatte, kosynierów, księcia Józefa. Atakuje „szkołę szyderców” w filmie, literaturze, teatrze, krytyce.
W teatrze ukazuje się głośny spektakl „Dziś do ciebie przyjść nie  mogę”, złożony z piosenek partyzanckich. Także tych, słyszanych przy partyzanckich ogniskach, przez Porębę – chłopca,. Dotąd były surowo zakazane. Padają Minc i Berman. Pod sąd idą oprawcy  Romkowski i Różański. Zlikwidowany zostaje Urząd Bezpieczeństwa. Akowcy wychodzą z więzień. Idą na uniwersytety i politechniki. Padają gnębiciele Poręby: Ford,  Bossak,  Jakubowska. Którzy mieli w każdej chwili dostęp do Jakuba Bermana. Poręba w 1969 wraca do pracy. Zaczyna od serialu dla młodzieży, z czasów walk Łokietka z Krzyżakami: „Gniewko syn Rybaka”. I od razu Nagroda Radio-Komitetu d.s. Telewizji. Potem film współczesny o buncie warszawskich hutników „Prawdzie w oczy”. Premiera miała miejsce, gdy palił się Komitet PZPR w Gdańsku. Hutnicy na premierze podjęli uchwałę wymuszającą  nagrodę związków zawodowych. Film otrzymał także nagrodę Grand Prix Festiwalu „Człowiek-Praca –Twórczość” w Lublinie. Dla wsparcia tendencji polonizowania kraju,  Poręba wstępuje do partii. Zresztą jego deklaracja dwukrotnie ginie. Partyjna  władza środowiska była szczelnie opanowana przez „internacjonałów”. Po co tam nacjonalista, niedawno odsunięty od warsztatu filmowego? Błąd? grzech? Jego zdaniem wybór był jeden: albo z kominternowską antynarodówką, albo przeciw niej. Tak jest zresztą do dzisiaj. Partia staje się dla Poręby tarczą w walce z ciągle silniejszą frakcją wspieranych z Moskwy internacjonałów  i w kosmopolitycznym, filmowym środowisku. W 1973 realizuje „ Hubala” .To do tej pory kultowy film polskich patriotów. Ukazał samotną walkę o ciągłość państwa,  majora Dobrzańskiego , na czele szwadronu kawalerii. Na tle paktu Ribbentropp - Mołotow. W okupowanym kraju .Z wiarą, że „im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”. I dramat zawiedzionego na sojusznikach narodu. Pierwszy i jak dotąd jeden z nielicznych filmów polskich ukazujących ludzi w sutannach jako bohaterów pozytywnych. Ze słynna scena wejścia Hubalczyków do kościoła na pasterke. I Porębie mimo decyzji członka Biura politycznego o kastracji filmu z sekwencji bożenarodzeniowej, udaje się ochronić film  przed kastracją. Odwołano decyzje o niej, gdy Poręba zażądał zdjęcia swojego nazwiska z czołówki. A groziła mu powtórka z sześcioletniego bezrobocia.  Grand Prix na festiwalach w Panamie i  Jugosławii. Grand Prix III Festiwalu Filmów Polskich i Nagroda  Publiczności. Katolicka Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka, Nagroda Ministra  Obrony Narodowej, „Złota Kamera” tyg.”Film”, Wyróżnienie za reżyserię VI Wiosny Artystycznej w Łodzi. Najlepszy film roku w plebiscytach czytelników „Ekranu”, „Sztandaru Młodych”,  ,,Nadodrza”, Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, „Gazety Zielonogórskiej”. ”Złoty Bilet” za najwyższą frekwencję ( 12 000 000 widzów tylko w kinach i ponad dwadzieścia emisji telewizyjnych. Po tym filmie, Poręba otrzymuje zespół filmowy. Decyduje o jednej ósmej polskiej produkcji filmowej. W jego zespole pracuje 16 reżyserów. Wspólnie tworzą grupę o poglądach narodowych. Specjalizują się w tematyce dotąd zakazanej - z historii Polski i w klasyce. Powstają: „Polonia Restituta” wraz z siedmiogodzinnym serialem TV, Zamach Stanu”, Sekret Enigmy”,„Dom |w. Ducha” (o Norwidzie), „Republika Ostrowska(Powstanie Wielkopolskie), „Placówka”, „Między   ustami a brzegiem pucharu”, ”Nad Niemnem”. W sumie 86 polskich filmów .W tym 2 rekordy frekwencji:12 milionów widzów tylko w kinach na „Hubalu” i 14 milionów na „Nad Niemnem”.
Powstają następne filmy Poręby:„Gdzie woda czysta  i trawa zielona” – film  o  korupcji w partii. Przez dwa lata nie dopuszczany do ekranu. W tym czasie Andrzej Wajda wylansował całe pokolenie „młodych gniewnych- strąconych w większości dzieci straconych z tronów rodziców-stalinowców w 1968 roku, z Agnieszką Holland na czele. Grand Prix festiwalu   „Człowiek Praca Twórczo?ć” w Lublinie. Nagroda Publiczności Festiwalu Filmów Polskich. „Jarosław Dąbrowski”. Film o jednym z dwóch, obok Romualda Traugutta, wzorców osobowych Piłsudskiego. Ze scenami branki, zamachu na carskiego  gubernatora Warszawy, z kozakami na ulicach Warszawy, pędzeniem zesłańców na Sybir. Porębie znowu udaje się uratować te sceny przed decyzjami ministra kultury o kastracjach. Nagrody za aktorstwo dla Aleksandra Kaliagina i Zygmunta Malanowicza na festiwalach w Gdańsku i Karlovych Varach. „Polonia Restituta”, znienawidzony w kosmopolitycznym środowisku ,wielki dwuseryjny fresk o odradzaniu się Polski w latach 1914 – 1918. Na ścianach wytwórni filmowej pojawiły się napisy: „Polonia prostytuta”. Walka zbrojna Piłsudskiego i dyplomatyczna Paderewskiego  i Dmowskiego Pierwsza Kadrowa i Legiony. I Komitet Narodowy w Paryżu. Powstania Wielkopolskie i Sląskie. Traktat Wersalski i walka  Dmowskiego i Paderewskiego  o granice. Antypolska polityka Loyda Georga na rzecz Niemiec. Kręcony w Paryżu, Londynie, Waszyngtonie, Petersburgu, Moskwie, Poczdamie, Berlinie, Pradze i Budapeszcie. Największa wówczas po „Krzyżakach” produkcja polskiej kinematografii. I jednocześnie Poręba realizuje w ramach przyznanych mu pieniędzy na film kinowy, siedmiogodzinny serial TV. Był tylko jeden raz emitowany w 1981 r.i ostatnio pokazany w TV Historia. Srodowisko filmowe wykorzystuje powstanie „Solidarności” do zaatakowania filmu. Zwłaszcza, że przewodniczącą „S” zostaje Agnieszka Holland, córka kominternowskiego agenta. Dziś również ten film jest niestrawny dla „politycznie poprawnych”. Jest wielką glorią dla powstania państwa i ceny, jaką naród polski musiał za nią zapłacić. I teraz następuje największy paradoks: narodowa i katolicka „Solidarność” zaczyna prasą sterowaną przez Michnika zwalczać  najbardziej narodowego reżysera,  dlatego, iż Poręba rozpoznał na czele „Solidarności” ,starych stalinowców i  przewidział, iż będą parli do powrotu do władzy na jej plecach. I  do zemsty na polskim narodzie.
Słuszność jego przewidywań potwierdziły słowa Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego, które  w lutym 1981 padły w homilii z  Jasnej Góry : „uważajcie, żeby nie przyplątali się ludzie, którzy mają nie polskie interesy na myśli, pamiętajcie, żeby Solidarność była polska!” Upojony zwycięstwem naród nie chciał wsłuchać się w słowa Kardynała A prasa „S” runęła  lawiną nienawiści na Prymasa. Już wtedy, była sterowana przez obecnego potentata prasowego, który wraz ze swą powstałą za pieniądze „Solidarności” i zagranicznych składek „Gazetą Wyborczą” celuje dziś w każdej antypolskiej akcji.
Pluribus annos, pluribus!
Poręba zdążył jeszcze zrealizować „Złoty Pociąg” w koprodukcji z Rumunią. Film o charakterze sensacyjnym o ratowaniu złota Banku Polskiego w 39 roku, na którym zamierzały położyć łapy bojówki Hitlera. I o przepuszczeniu tego złota przez pro polskiego premiera Rumunii Armanda Calinescu,  który został kilka dni potem  zamordowany przez terrorystów sterowanych z Berlina. Ukazanie tej postaci dotąd zakazanej w Rumunii było aktem wielkiej odwagi. O wadze tej sprawy świadczy zażądanie pokazania niegotowego filmu żonie Caucescu.  „Penelopy”.Kameralny film o żonach marynarzy. „Siwa Legenda”. Romans rycerski z XVII wieku, wg scenariusza białoruskiego pisarza Włodimira Korotkiewicza ,w międzynarodowej obsadzie aktorskiej. To mit Lady Macbeth,  wpisany w realia Rzeczpospolitej Narodów. Kręcony w Kamieńcu  Podolskim,  i Chocimiu. To ostatni film Poręby.
Od 1991 nie miał szansy wyreżyserowania filmu ani pracy w teatrze czy w TV. Mimo iż jest nagrodzony za dwa najlepsze spektakle roku Teatru TV: „Rzecz Listopadowa” Ernesta Brylla –poetycką refleksję o Dniu Zaduszkowym w Warszawie- mieście cmentarzu i „Tajny więzień stanu” o  Walerianie Łukasińskim oraz próbach nadania Królestwu Polskiemu Konstytucji przez znajdującego się pod wpływem księcia Czartoryskiego  cara Aleksandra I. Tego samego cara, który urządził poległemu Księciu Józefowi Poniatowskiemu uroczysty pogrzeb z pola bitwy pod Lipskiem oraz zapewnił  pokonanym Polakom prawo zachowania białej broni i sztandarów.  
Poręba płaci wymazaniem z mapy polskiej kultury za dwie rzeczy: zdemaskowanie już w roku 90 układu Kwaśniewski – Michnik i założenie w 1981 roku oraz przewodniczenie organizacji: "Grunwald”, która miała na celu zdemaskowanie KOR- u w oczach mas „Solidarności”, jako grupy trockistowskich internacjonałów, dążących do powrotu do władzy nad Polską, utraconej w 1956 roku. Ponieważ na manifestacji Grunwaldu” ,poświęconej ofiarom UB, wśród nazwisk sędziów zbrodniarzy, pojawiło się na ogromnej tablicy nazwisko Stefana Michnika, organizacja została zaatakowana jako antysemicka .I to jednocześnie przez PZPR- owską „Politykę”  i „Życie Warszawy” jak i michnikowską prasę „Solidarności”. A żeby jeszcze bardziej  skompromitować w oczach „S”, nadano jej gębę komunistycznej i ubeckiej. Mimo, iż w manifestacji „Grunwaldu”, poza Porębą ,brali udział wyłącznie byli więźniowie UB z wyrokami śmierci i długoletniego więzienia: komendant Sląskiego Okręgu AK Walter Janke, pełnomocnik AK d.s.  getta warszawskiego mjr. Tadeusz Bednarczyk,  działacz katolicki Stronnictwa Pracy Kazimierz Studentowicz,  obrońca Warszawy w 1939 red. Wit Gawrak. Manifestację sygnował również bohater polskich skrzydeł płk. Stanisław Skalski. Całą  prasową prowokacją kierował ówczesny naczelny „Polityki” a  później ostatni I. sekretarz PZPR – duchowy przywódca „Internacjonałów” Mieczysław Rakowski, ideowy przyjaciel Michnika. Ostatnie lata, Poręba walczył o zrealizowanie filmu „Requiem”. To jakby polska wersja „Doktora Żywago” o losach lwowskiej rodziny inteligenckiej w okresie paktu Ribentropp – Mołotow, zakończonych Katyniem i wywózkami na Sybir. O pokoleniu, które oddychało Polską. By uniemożliwić powstanie tego filmu, odebrano Porębie zespół filmowy, który prowadził przez 25 lat i posłano go na przedwczesną emeryturę. Rozpoczął pracę publicysty w „Myśli Polskiej”.
W 2003 roku dwukrotnie reżyserował w ukraińskich teatrach „Lato w Nohant” Jarosława Iwaszkiewicza. Wybierał teatry w miastach o dużych skupiskach Polaków (Równe i  Żytomierz).Nieprzypadkowo zawoził tam sztukę o Szopenie. Każda z premier stawała się manifestacją polskości. Zwłaszcza, że Poręba prowadzi na Ukrainie (np. wykłady  na Uniwersytetach  i wywiady TV) akcję zwalczającą  rehabilitację morderców z OUN – UPA. Ostatnią jego praca teatralną jest widowisko „Zmartwychwstanie”, Lusi Ogińskiej, którego premiera sponsorowana przez Andrzeja Leppera miała miejsce 31 maja 2005 w Sali Kongresowej PKiN. Dzięki prywatnemu sponsorowi Arkadiuszowi Suderowi została zekranizowana i będzie rozprowadzana na płytach DVD. Film miał prapremierę w chicagowskim kinie Portage. Poręba objechał z nią wszystkie ośrodki polonijne wszerz USA, od Florydy po Kalifornię z targami w Hollywood włącznie.
Poręba do niedawna był prezesem Stronnictwa Narodowego Organizacja Polityczna Narodu, członkiem władz Kresowego Ruchu Patriotycznego, Stowarzyszenia Ofiar Wojny, Ruchu Obrony Godności Narodu (zajmującego się demaskowaniem kłamstw T. Grossa  o Jedwabnem i próbami rehabilitacji OUN- UPA), Stowarzyszenia  mandatowe Okręgi Wyborcze. W poprzednich wyborach  parlamentarnych startował jako niezależny kandydat do Senatu. W ostatnich jako kandydat Stronnictwa Narodowego z listy Samoobrony RP.Był wice przewodnicz?cym buduj?cego się osiedla Stegny w Warszawie i przez dwie kadencje  radnym Miasta Stołecznego Warszawy. Jest odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Komandorskim Polonia Restituta, srebrnym  i złotym Medalem Za Zasługi Dla Obronno?ci Kraju, Złotą Odznaką Za Zasługi Dla Warszawy, Odznaką Zasłużonego Działacza Kultury.
http://donbas.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?196783
http://sowa-frankfurt.ning.com