Colonia Polaca - USOPAL - Unión de Sociedades y Organizaciones Polacas en America Latina - Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej - POLONIA na intencję Odrodzenia Polski
Oficer II
Korpusu Wojska
Polskiego Uczestnik bitwo
o Monte Cassino. Wielokrotnie ranny. Prezes Związku
Polskich Kombatantów Ameryki Łacińskiej w Argentynie. Członek władz
Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonii Ameryki Łacińskiej Wybitny Polak,
żołnierz i działacz Odszedł do Pana
w wieku lat 88 Cześć Jego
Pamięci!
Pan Prezes
USOPAŁ
Jan
Kobylański
Składam na ręce Pana Prezesa wyrazy żalu i smutku z powodu
odejścia do Pana, Pana Pułkownika Leopolda Białozura, wiernego Syna Ojczyzny,
która została osierocona przez jednego ze swych najwierniejszych Synów. Wiem, że
odszedł jeden z najbliższych Panu Prezesowi Przyjaciół i Współpracowników.
Proszę więc przyjąć moje kondolencje. Ponieważ nie mam żadnych możliwości
przekazania wyrazów współczucia Rodzinie, byłbym wdzięczny, gdyby Pan Prezes
polecił je przekazać, albo, żeby sekretariat przesłał mi adres mailowy do
Rodziny Zmarłego.
Refleksje z czwartego i piątego dnia procesu, wytoczonego przez Jana
Kobylańskiego jego dziewiętnastu potwarcom z „Gazety Wyborczej”,
„Wprost” „Rzeczypospolitej” i „Polityki”.
Sala sądowa jest wypełniona publicznością. Trzy razy rozprawa toczyła
się w niewielkiej Sali Sądu dla Dzielnicy Mokotów przy ulicy Ogrodowej,
raz w większej Sali sądowej przy Alei Solidarności.
W czwartym dniu procesu publiczność została przez sędziego Roberta Żaka
usunięta z pomocą policji, pod pretekstem niewłaściwego zachowania się,
kiedy padły prowokacyjne słowa oskarżonego, ambasadora z Hiszpanii a
ongiś z Paragwaju i Urugwaju, Ryszarda Sznepfa, jakoby zacytowane z
prasy paragwajskiej, że „Jan Kobylański jest znanym, międzynarodowym
bandytą” . Słowa te wywołały zrozumiały odruch oburzenia, który został
wykorzystany dla usunięcia publiczności. Trzeba było widzieć, nie
skrywany wyraz triumfu na twarzach oskarżonych i ich adwokatów!
Obecność publiczności jest oskarżonym przedstawicielom środków
przekazu, wyraźnie nie w smak. Dziwi też zakaz sądu, nagrywania i
fotografowania na sali. Jakże to nie sprawiedliwe wobec przedstawicieli
społeczeństwa, którzy obserwują proces tych, którzy całe życie
niezwykle jednostronnie, jak wykazuje proces, manipulują opinią
publiczną!
Oskarżeni jak dotąd stają przed sądem w ilości trzech, czterech.
Większość jest zawsze nie obecna. Np. Adam Michnik nie stawił się dotąd
na żadnej rozprawie, jego adwokaci usprawiedliwiają go pod różnymi
pretekstami. Bywa, że na sali jest więcej ich adwokatów, niż
oskarżonych. Trzeba przyznać, że jak dotąd, sąd gładko to przełyka.
Publiczność gromadzi się więc, wokół pikiety przed sądem, gdzie można
wypowiedzieć się przed „telewizją narodową”, które to wypowiedzi można
później obejrzeć w portalu internetowym „You Tube”. Można też dostać
gorącą herbatę lub łyżkę gorącego bigosu.
Namiot pikiety okalają biało czerwone flagi, transparenty i portrety
Jana Kobylańskiego z napisem „Prezes Jan Kobylański walczy z
antypolonizmem”.
Po piątej rozprawie, w tymże namiocie odbyła się msza św. Celebrowana
przez ks. dr Jana Gryciuka. Wspaniałe było kazanie ks. Gryciuka, w
którym powiedział, że trzeba zawsze modlić się o wielkość Polski: kiedy
jest wielka i zwłaszcza wtedy, kiedy jest mała. Bo wtedy najbardziej
potrzebne jest zwycięstwo.
Wszyscy zeznający dotąd oskarżeni, wygłaszają jak mantrę jednakową
formułę: że nie przyznają się do winy oraz że nie będą odpowiadać na
pytania pełnomocnika oskarżenia mecenasa Andrzeja Lew-Mirskiego. Oraz,
że działali w poczuciu obowiązku informowania opinii publicznej.
Natomiast wygłoszą oświadczenie. Oświadczenia te wygłaszają bąkając pod
nosem tak, by ani słowo nie dotarło do publiczności. Przy zakazie
dokumentowania rozprawy przy pomocy filmowania, nagrywania i
fotografowania, czyni to tę rozprawę, właściwie utajnioną. Maniera
niezwykle cichego mówienia udziela się również sędziemu.
I na tym tle ukazują się soliści. Wszyscy są „autorytetami”, byłymi lub
obecnymi ambasadorami: Daniel Passent, Ryszard Sznepf oraz Jarosław
Gugała.
Wprawdzie Daniel Passent przekazując sądowi swój stosunek i „wiedzę”
jaką nabył o Prezesie Janie Kobylańskim powołuje się na dwóch
pozostałych kolegów ambasadorów, a nawet stwierdza, ze wobec faktów
przekazanych przez takie autorytety jak Ryszard Sznepf i Jarosław
Gugała, nie miał już obowiązku sprawdzania „faktów”, które zamieszczał
w swych enuncjacjach ( czy denuncjacjach) prasowych. To kuriozalne
stwierdzenie w ustach dziennikarza, którego sens zawodu polega na
docieraniu do prawdy!
Ale Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała przyjmują na siebie role solistów,
którzy mają przede wszystkim wywrzeć odpowiednie wrażenie na sądzie.
Ryszard Sznepf zaczyna od tego, że będzie mówił dobitnie, tak, by każde
jego słowo dotarło do każdej osoby na sali. Przedstawi fakty, które być
może zmienią stanowisko nawet dotąd myślących inaczej.
Mówi, ze pełnił swą misję ambasadora od 1991 do 1996 roku i wtedy
poznał Jana Kobylańskiego, jego rodzinę, dom i znajomych. Poznał też
wiele dokumentów i relacji prasowych. Zdobywana wówczas wiedza kazała
Sznepfowi ocenić Jana Kobylańskiego jako człowieka żądnego władzy,
który: ”płaci, decyduje i wymaga”.
Dał przykład, że był uprzedzany przez oskarżyciela, by nie komunikował
się ze skomunizowaną strukturą Stow. Adama Mickiewicza. Gdy Sznepf go
nie posłuchał , przy składaniu wieńca pod jakimś pomnikiem, Sznepf był
sam, bowiem Kobylański zastosował wobec niego ostracyzm. (tu pomyślałem
jak to wspaniale świadczy o wpływie prezesa na swą organizację)!
Stawia zarzut o próbę skorumpowania Lecha Wałęsy , kiedy to Jan
Kobylański miał oferować 250 000 USD w zamian za wpływ na dobór
ambasadorów i funkcję honorowego ambasadora na cała Amerykę Łacińską,
podczas jego pobytu w Urugwaju 25 lutego 1955 roku .
Wałęsa miał to wg. Oskarżonego ujawnić trzy lata później podczas zaprzysiężenia nowego prezydenta Ekwadoru.
Ryszard Sznepf stwierdził, że Jan Kobylański ma wielki wpływ na treści
ukazujące się na portalu USOPAŁ u. I tu według niego, objawia się
żydożercza postawa prezesa. Tu Sznepf powołuje się na jakąś komisję, jak
się wyraził „specjalistów”, która dokonała analizy treści portalu
USOPAŁ u i stwierdziła, że słowo „Żyd”, „żydowski” pojawia się na 428
publikacji, aż 316 razy! Co stanowi 73,8% poświęconych „szeroko pojętej
problematyce żydowskiej, a polonijnej tylko 125 razy!
Widzicie Państwo, jak się napracowali!? A gdyby tak policzyć ile razy
słowo „Polak”, „polski” pojawia się w kontekście negatywnym w „Gazecie
Wyborczej”?
No i teraz strzał z kolumbryny:
Sznepf przedstawia sądowi dokumenty IPN zawiadamiające o sięgnięciu do
rozprawy z 1955 roku, zakończonej umorzeniem, o rzekome wydanie rodziny
żydowskiej Shenke w czasie okupacji. Sznepf stwierdza, ze wprawdzie
sprawę umorzono, ale sama zbrodnia „ludobójstwa” nie ulega
przedawnieniu!
To bardzo przypomina czas IPN pod dyrekcją Kieresa, kiedy to
wyciągnięto również umorzone śledztwo z 1949 roku, przeciw rzekomym
zabójcom Żydów w Jedwabnem, którzy wszyscy byli torturowani w UB a
jeden nawet skonał w czasie śledztwa. Moja dokumentacja współczesna w
IPN ujawniła, że większość oskarżonych była czynna w polskim ruchu
oporu, bardzo silnym w okręgu łomżyńskim.
Prezes Jan Kobyląński, również podległ skomasowanemu atakowi lobby wraz
z charyzmatycznym Prezesem Polonii USA Edwardem Moskalem, wtedy, gdy
wspólnie ogłosili swój sprzeciw wobec żądań dobicia polskiej gospodarki
przez samozwańcze grupy żydowskie ( przed którymi ostrzegał Polskę
uczciwy żydowski uczony Norman Finkelstein w swej „Hollocoust
Industry”), za pomocą rewindykacji w wysokości 65 miliardów za zbrodnie
Hitlera na polskiej ziemi.
Sznepf podważał na Sali sądowej polskość Jana Kobylańskiego, oskarżał
go o próby korupcji i współpracę z komunistami. O kompletną
bezideowość, wykorzystywaną dla ugruntowywania wpływów i
nieposkromionej żądzy władzy.
Na końcu Sznepf powołał się na słuszne wg. niego zarządzenie ministra
Radka Sikorskiego, zabraniające kontaktowania się dyplomatom z Janem
Kobylańskim i jego organizacją.
Zarzucił nieprawidłowości w polskich firmach Jana Kobylańskiego Mintpol
i Potsdam. Wreszcie powołał się na negatywną opinię Hanny Gronkiewicz
Waltz oraz wspomniał o naciskach i groźbach skierowanych przeciw niemu,
których ślady jakoby miały znajdować się w kancelarii Prezydenta RP.
Ale całkowicie odsłonił karty oskarżony, również ambasador, Jarosław Gugała.
Stwierdził bowiem, że przed przejęciem misji ambasadora, miał rozmowę z
ówczesnym szefem MSZ min. Władysławem Bartoszewskim, który uczulił go
na rasistowską postawę konsula honorowego w Urugwaju. Jana
Kobylańskiego. I że trwają od ośmiu i pół roku, rażące nieprawidłowości
i skandaliczne zaniedbania w tej sprawie: Senatu, Wspólnoty Polskiej
oraz MSZ i części kościoła katolickiego, , którym to zaniedbaniom
należy położyć kres.
Po, objęciu funkcji w Urugwaju, Gugała stwierdził, że szkodliwa
działalność prezesa Kobylańskiego powoduje utratę opinii niezbędnej dla
prowadzenia organizacji jednoczącej Polonię Ameryki Łacińskiej.
Działalność Kobylańskiego jest fasadowa, ogranicza się do zwoływania
raz do roku zjazdów, na które zaprasza się po kilku przedstawicieli
Polonii oraz paru gości z Polski. Zwyczajem jest wg. Gugały wysyłanie
zaproszeń i nagłaśnianie ich, kiedy wysoko postawione osobistości
zawiadamiają że nie mogą przybyć.
Ta działalność była dofinansowywana przez senat i USOPAŁ był traktowany
dotąd przez „Wspólnotę Polską” jako najważniejsza reprezentacja Polonii
Ameryki Południowej. Zdaniem Sznepfa absolutnie nie słusznie. Na czym
polega generalnie szkodliwość Kobylańskiego?
Otóż w Urugwaju 95% przedwojennej, polskiej emigracji stanowią Żydzi!
Dzisiaj to 25 000 osób! Za czasów Gugały 4 z tych osób posiadały
polskie paszporty i prezes Kobylański nigdy ich do siebie nie zaprosił!
( A czy
te osoby próbowały zgłosić się do niego?) Te wszystkie osoby unikały
kontaktów z USOPAŁem, ze względu na rasistowskie poglądy jego
przewodniczącego. Oto, na czym polega szkodliwość działalności Jana
Kobylańskiego!
Po stwierdzeniu tych faktów, ministrowi Bartoszewskiemu pozostało tylko
odwołanie Jana Kobylańskiego z funkcji Konsula Honorowego, którą pełnił
ponad osiem lat, udzielenie nagan strukturom, które go wspierały, a
Gugale zmobilizować „właściwie” zorientowaną prasę, przeciw
Kobylańskiemu. Bo Edward Moskal zmarł „samorzutnie” i pozostało już
tylko sterroryzować zwolenników Kobylańskiego.
Mowy oskarżonych: Passenta, Sznepfa i Gugały ( usiłuje do nich - ale
bez powodzenia doszlusować Mikołaj Lizut), mają zabarwienie
prokuratorskie. Mają za zadanie odwrócić role na sali: oskarżonych
uczynić
oskarżycielami a oskarżyciela uczynić oskarżonym. Już nawet zaczęto
stosować właściwy język. Bo adwokat żądający sprowadzenia Jana
Kobylańskiego przed , jak się wyraził „polski sąd”, który na głos z
sali, że Jan Kobylański ma 87 lat odparł, że w g. jego wiedzy prezes
Kobylański i tak bywa w Szwajcarii raz do roku, użył określenia, że
należy oskarżyciela „przesłuchać”. Jak w pięćdziesiątych latach, latach
sądów nad Polakami przez ojców niektórych oskarżonych?
*Czy młody sędzia da się nabrać na tę pychę, demonstrację siły oskarżonych i ich hucpę?*
22 czerwca 2009 roku odbył się trzeci dzień procesu przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa, jaki wytoczył, dziewiętnastu dziennikarzom prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonii Ameryki Łacińskiej Jan Kobylański. Pozew został złożony przez pełnomocnika Jana Kobylańskiego, mecenasa Andrzeja Lew Mirskiego 1 października 2005 roku. Pierwsza rozprawa odbyła się 27 marca 2009 ! Oj, nierychliwa jest u nas sprawiedliwość, gdy ktoś dostanie się pod buty „autorytetów moralnych” ! Przed Janem Kobylańskim odczuł to inny wybitny Polak, równie zasłużony dla Polonii Ameryki Północnej jak Kobylański dla Ameryki Południowej, Edward Moskal. I nie pomógł mu, fakt jak sam mi się zwierzył, przekazania miliona dolarów na „Gazetę Wyborczą”, gdyż myślał, że będzie ona reprezentowała wszystkie opcje ówczesnej „Solidarności”. Wystarczyło, iż wypowiadał się tak jak i prezes Kobylański przeciw obrabowaniu Polski przez „przedsiębiorstwo Holocaust”. Najpierw przeciw Janowi Kobylańskiemu zostali uruchomieni ambasadorowie z ekipy Geremka: Ryszard Sznepf oraz Jarosław Gugała. Oficjalnie została odebrana, piastowana nie zakłócenie od 10 lat funkcja honorowego konsula RP, a po wypowiedziach wyżej wymienionych oficjeli, ruszyła lawina oskarżeń prasowych. Oto niektóre tytuły artykułów: Mikołaj Lizut: „Podwójne Życie Don Juana” „Ścigany sponsor ojca Rydzyka” „Ekstradycja milionera” „”Fałszywka Kobylańskiego” „Zbrodniarz sponsorem ojca Rydzyka” „Za garść złotych monet” „”Czy Kobylański był radzieckim szpiegiem?” Karol Dolecki: „ IPN o sprawie Kobylańskiego. Wydali rodzinę żydowską Gestapo” Jerzy Morawski: „Mroczne strony Milionera” Daniel Passent (podobnie jak Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała, w swoim czasie ambasador : „Upadek Don Juana” Jarosław Gugała: „”Czy Kobylański był radzieckim szpiegiem?” „Dr Jekyll 2005” Pozwani są również naczelni redaktorzy: Adam Michnik z „Gazety Wyborczej” ,Tomasz Wróblewski z „Newsweeka” Jerzy Baczyński z „Polityki”, Grzegorz Gauden z „Rzeczpospolitej”, Jerzy Wójcik z „Metra”, odpowiedzialni za treści drukowane w ich czasopismach oraz dziennikarze telewizyjni Dorota Wysocka Sznepf i Jarosław Gugała. Jak widać z samych tytułów brytany były gotowe by rozszarpać Jana Kobylańskiego i za malwersacje i sprzyjanie ojcu Rydzykowi i za współpracę z Gestapo i NKWD, za co komu przyjdzie do głowy. Jak wiadomo IPN nie potwierdził zarzutów. To już przecież nie IPN pana Kieresa(do którego nota bene wzdychał nie dawno publicznie marszałek Komorowski). I ciekawa jest linia obrony oskarżonych. Oczywiście jak jeden mąż ( i żona) nie przyznają się do winy. Ale też niczego nie udowadniają... Jako pierwszy zeznawał Daniel Passent. Ten zachowany w nienaruszonym stanie stalinowski autorytet moralny stwierdził z całą hucpą, iż o ile słyszał informacje o Kobylańskim od jeszcze większych od siebie autorytetów, to jako dziennikarz nie miał obowiązku ich sprawdzać! A więc wystarczy wytworzyć famę o niewygodnym dla mafii człowieku i potem zjednoczeni w poprawności politycznej dziennikarze będą to powielać w imię znanej zasady Goebbelsa: „kłamstwo wielokrotnie powtórzone staje się prawdą”. A więc nie jest to proces przeciwko Janowi Kobylańskiemu. To proces przeciw PRAWDZIE, fundamentowi naszej, łacińskiej, chrześcijańskiej, europejskiej cywilizacji. I przeciw Polsce. Tej, której byt został przerwany przez Hitlera i Stalina. Polsce, spadkobierczyni tradycji Piastów i Jagiellonów, Rzeczpospolitej Narodów, powstań listopadowego i styczniowego, insurekcji kościuszkowskiej i legionów Piłsudskiego, wielkiej narodowej myśli Popławskiego i Dmowskiego, nauki Feliksa Konecznego, armii Hallera powstań śląskich i wielkopolskiego, Armii Krajowej , I Korpusu, Pancernej generała Maczka, Powstania Warszawskiego i żołnierzy wyklętych. I Dywizji Kościuszki i nadziei związanych z podsuniętą Polakom „Solidarnością” A więc Polski znienawidzonej. Zwalczanej rozstrzeliwaniami, torturami, piórem, fałszowaniem nauki i kapturowym sądownictwem. Niektórzy z oskarżonych już za Stalina, jak Passent, akceptowali zwalczanie tradycyjnej Polski, niektórzy są ich godnymi potomkami. Ich ideologii rodem z międzynarodówek, ich nienawiści. Nawet się nie kryją. Uznali, że wraz z rozmyciem państwa w międzynarodowych strukturach, przyszedł ich czas. Michnik swój artykuł we francuskim tygodniku zatytułowany „Podłożyłem bombę pod system” zilustrował rysunkiem rozrywanego w strzępy białego orła, a dziś mówi, że „okrągły stół uratował demokrację, gdyż był alternatywą dla narodowej i katolickiej Polski”. Szaleją różne pisemka i organizacje jak „ Otwarta Rzeczpospolita” czy „Nigdy więcej” w tropieniu nacjonalistów i antysemitów. Antysemityzm dziś funkcjonuje w zastępstwie „antyradzieckości”. I nawet zgrabnie tym hasłem operują zważywszy, że operują nim ci sami ludzie co oskarżali o antyradzieckość. I równie gorliwie. Byle mniej Polski, mniej liczących się Polaków, mniej Polski w sercach młodzieży. Matka młodzieńca który potrafił szydzić z ofiar katyńskich, redefiniuje na swojej stronie internetowej patriotyzm: „ Za trzydzieści lat Polska będzie zupełnie innym krajem, nie tak obrzydliwie jednorodnym – pełnym Polek i Polaków a także cudzoziemców o zróżnicowanym pochodzeniu i różnych kolejach życia . Dla nich nasz przaśny patriotyzm nie będzie interesującą ofertą, choć też będą u siebie…” Oto wizja Polski do której „autorytety moralne” dążą z małymi przerwami od 1939 roku: Polska bez Polaków! Ale coraz więcej nas zaczyna dostrzegać tę politykę… Bohdan Poręba http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=122&pid=1930
Reżyser filmu, teatru, telewizji. Publicysta. Polityk.
Urodził
się 5.04.1934 w Wilnie, w rodzinie oficera Legionów, Wojska Polskiego
i AK, z matki nauczycielki. Z domu wyniósł miłość do kultury
narodowej i przekonanie, że dla Polaka największym dobrem jest
niepodległa państwowość. Z czasów przedwojennych, pamięta pochody 3
majowe i umundurowanych weteranów 1863 roku. Miał 5 lat, gdy wybuchła
wojna. Wilno było miastem frontowym, które kilkakrotnie przechodziło z
rąk sowieckich w niemieckie i odwrotnie. Podczas walk, matka chroniła
się w majątku wuja ,w gminie ,która była bazą AK. Tam słuchał
partyzanckich pieśni, poznał legendarne postacie. Pamięta wyzwolenie
miasta przez żołnierzy AK, potem ich kilkudniowe zbratanie z Armią
Czerwoną, zakończone wywózkami na katorgę. Takie wydarzenia i
obrazy, kształtowały wyobraźnię chłopca. W maju 1945 roku repatriowany
z rodziną do Polski. Przez okna bydlęcego wagonu, który uwoził go z
ukochanego Wilna, widział moment zakończenia wojny. Porębowie
osiedlili się w Bydgoszczy. Ojciec, który nie chciał się
ujawniać,został urzędnikiem „Społem” i pozostał nim do emerytury.
Bohdan uczył się W I Państwowym Gimnazjum i Liceum typu
humanistycznego. Z powiewem przedwojennej profesury. Jeszcze jako
repatriant bez adresu zapisał się do Harcerstwa. Stało się jego pasją.
Do 1949 roku był ostatnim drużynowym 5 Bydgoskiej Drużyny Harcerzy.
Jego pożegnaniem z harcerstwem był organizowany przez hufiec, tajny
pochód 3 Maja. Obecnie również jest członkiem Starszoharcerskiego
Kręgu Instruktorów. 1951 roku ,po zdanej z wyróżnieniem maturze,
student wydziału reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w
Łodzi. Sama noc stalinizmu i tzw. ”odchylenia prawicowo –
nacjonalistycznego”. Tępienia wszystkiego co polskie. Wtedy skumulowały
się w nim tęsknoty do zamanifestowania tożsamości narodowej, obrony
polskiej tradycji i historii. Jego absolutoryjny film o zakładzie dla
niewidomych „I dla nas świeci słońce” został wysoko oceniony i
Wytwórnia Filmów Dokumentalnych nadała mu swą markę i przyjęła na etat
reżysera. To pozwoliło mu uniknąć wieloletniego terminowania w
charakterze asystenta. Pierwszym zawodowym filmem był „Apel
poległych”, epitafium dla żołnierzy poległych na wszystkich frontach.
Polska widownia po raz pierwszy ujrzała w nim zakazane dotąd obrazy
Tobruku, Monte Cassino, Powstania Warszawskiego. A dyrektorem
wytwórni była Rita Radkiewicz, żona ministra bezpieki. Ale już
zbliżała się odwilż. W 1957 roku otrzymuje Nagrodę Polskiej Krytyki
Filmowej „Syrenka Warszawska” za najlepszy film dokumentalny roku
„Wyspa Wielkiej Nadziei”.To otwiera mu drogę do fabularnego debiutu.
Gdy kręci „Lunatyków”, o wykolejającej się młodzieży, jest najmłodszym
reżyserem w Europie. Po „Drodze na zachód”, wybitny krytyk francuski
Georges Sadoul przyrównuje Porębę do Johna Forda. Spiera się on w tym
filmie z modnym wówczas a jego zdaniem nie przystającym do polskiej
kultury egzystencjalizmem w wydaniu Sartra. Szefowie namawiają go na
kryminały, a Poręba na przekór kręci film „Daleka jest droga” .Losy
żołnierzy I Pancernej Dywizji generała Maczka wpisuje w opowiadania
Ksawerego Pruszyńskiego. A generał ma wraz z 75 innymi bohaterami II
wojny światowej, odebrane polskie obywatelstwo. I Poręba płaci za ten
film sześcioletnim bezrobociem. Kapturowy wyrok zmusza go do
poszukiwania sposobów utrzymania. Ma już żonę i małe dziecko. Jeszcze w
1961 roku zadebiutował w teatrze „Pygmalionem” Bernarda Shawa.
Rozpoczyna z powodzeniem pracę w kilkunastu teatrach Polski. Wojciech
Natanson pisze o nim jako o najlepszym specjaliście od repertuaru
poetyckiego. Ale i w teatrze dosięgają go „długie ręce” tych, od
kapturowego wyroku „ za nacjonalizm”. Ministerstwo Kultury odbiera mu
prawo do wypracowanej już najwyższej stawki i cofa do najniższej.
Tymczasem ukazuje się niezwykła ksi?żka: „Siedem polskich grzechów
głównych” Zbigniewa Załuskiego. Broni ona wszystkich umiłowań Poręby:
Somosierry, Westerplatte, kosynierów, księcia Józefa. Atakuje „szkołę
szyderców” w filmie, literaturze, teatrze, krytyce. W teatrze
ukazuje się głośny spektakl „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”, złożony
z piosenek partyzanckich. Także tych, słyszanych przy partyzanckich
ogniskach, przez Porębę – chłopca,. Dotąd były surowo zakazane. Padają
Minc i Berman. Pod sąd idą oprawcy Romkowski i Różański. Zlikwidowany
zostaje Urząd Bezpieczeństwa. Akowcy wychodzą z więzień. Idą na
uniwersytety i politechniki. Padają gnębiciele Poręby: Ford, Bossak,
Jakubowska. Którzy mieli w każdej chwili dostęp do Jakuba Bermana.
Poręba w 1969 wraca do pracy. Zaczyna od serialu dla młodzieży, z
czasów walk Łokietka z Krzyżakami: „Gniewko syn Rybaka”. I od razu
Nagroda Radio-Komitetu d.s. Telewizji. Potem film współczesny o buncie
warszawskich hutników „Prawdzie w oczy”. Premiera miała miejsce, gdy
palił się Komitet PZPR w Gdańsku. Hutnicy na premierze podjęli uchwałę
wymuszającą nagrodę związków zawodowych. Film otrzymał także nagrodę
Grand Prix Festiwalu „Człowiek-Praca –Twórczość” w Lublinie. Dla
wsparcia tendencji polonizowania kraju, Poręba wstępuje do partii.
Zresztą jego deklaracja dwukrotnie ginie. Partyjna władza środowiska
była szczelnie opanowana przez „internacjonałów”. Po co tam
nacjonalista, niedawno odsunięty od warsztatu filmowego? Błąd? grzech?
Jego zdaniem wybór był jeden: albo z kominternowską antynarodówką, albo
przeciw niej. Tak jest zresztą do dzisiaj. Partia staje się dla Poręby
tarczą w walce z ciągle silniejszą frakcją wspieranych z Moskwy
internacjonałów i w kosmopolitycznym, filmowym środowisku. W 1973
realizuje „ Hubala” .To do tej pory kultowy film polskich patriotów.
Ukazał samotną walkę o ciągłość państwa, majora Dobrzańskiego , na
czele szwadronu kawalerii. Na tle paktu Ribbentropp - Mołotow. W
okupowanym kraju .Z wiarą, że „im słoneczko wyżej, tym Sikorski
bliżej”. I dramat zawiedzionego na sojusznikach narodu. Pierwszy i jak
dotąd jeden z nielicznych filmów polskich ukazujących ludzi w sutannach
jako bohaterów pozytywnych. Ze słynna scena wejścia Hubalczyków do
kościoła na pasterke. I Porębie mimo decyzji członka Biura politycznego
o kastracji filmu z sekwencji bożenarodzeniowej, udaje się ochronić
film przed kastracją. Odwołano decyzje o niej, gdy Poręba zażądał
zdjęcia swojego nazwiska z czołówki. A groziła mu powtórka z
sześcioletniego bezrobocia. Grand Prix na festiwalach w Panamie i
Jugosławii. Grand Prix III Festiwalu Filmów Polskich i Nagroda
Publiczności. Katolicka Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka, Nagroda
Ministra Obrony Narodowej, „Złota Kamera” tyg.”Film”, Wyróżnienie za
reżyserię VI Wiosny Artystycznej w Łodzi. Najlepszy film roku w
plebiscytach czytelników „Ekranu”, „Sztandaru Młodych”, ,,Nadodrza”,
Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, „Gazety Zielonogórskiej”. ”Złoty
Bilet” za najwyższą frekwencję ( 12 000 000 widzów tylko w kinach i
ponad dwadzieścia emisji telewizyjnych. Po tym filmie, Poręba otrzymuje
zespół filmowy. Decyduje o jednej ósmej polskiej produkcji filmowej. W
jego zespole pracuje 16 reżyserów. Wspólnie tworzą grupę o poglądach
narodowych. Specjalizują się w tematyce dotąd zakazanej - z historii
Polski i w klasyce. Powstają: „Polonia Restituta” wraz z
siedmiogodzinnym serialem TV, Zamach Stanu”, Sekret Enigmy”,„Dom |w.
Ducha” (o Norwidzie), „Republika Ostrowska(Powstanie Wielkopolskie),
„Placówka”, „Między ustami a brzegiem pucharu”, ”Nad Niemnem”. W
sumie 86 polskich filmów .W tym 2 rekordy frekwencji:12 milionów widzów
tylko w kinach na „Hubalu” i 14 milionów na „Nad Niemnem”. Powstają
następne filmy Poręby:„Gdzie woda czysta i trawa zielona” – film o
korupcji w partii. Przez dwa lata nie dopuszczany do ekranu. W tym
czasie Andrzej Wajda wylansował całe pokolenie „młodych gniewnych-
strąconych w większości dzieci straconych z tronów rodziców-stalinowców
w 1968 roku, z Agnieszką Holland na czele. Grand Prix festiwalu
„Człowiek Praca Twórczo?ć” w Lublinie. Nagroda Publiczności Festiwalu
Filmów Polskich. „Jarosław Dąbrowski”. Film o jednym z dwóch, obok
Romualda Traugutta, wzorców osobowych Piłsudskiego. Ze scenami branki,
zamachu na carskiego gubernatora Warszawy, z kozakami na ulicach
Warszawy, pędzeniem zesłańców na Sybir. Porębie znowu udaje się
uratować te sceny przed decyzjami ministra kultury o kastracjach.
Nagrody za aktorstwo dla Aleksandra Kaliagina i Zygmunta Malanowicza na
festiwalach w Gdańsku i Karlovych Varach. „Polonia Restituta”,
znienawidzony w kosmopolitycznym środowisku ,wielki dwuseryjny fresk o
odradzaniu się Polski w latach 1914 – 1918. Na ścianach wytwórni
filmowej pojawiły się napisy: „Polonia prostytuta”. Walka zbrojna
Piłsudskiego i dyplomatyczna Paderewskiego i Dmowskiego Pierwsza
Kadrowa i Legiony. I Komitet Narodowy w Paryżu. Powstania Wielkopolskie
i Sląskie. Traktat Wersalski i walka Dmowskiego i Paderewskiego o
granice. Antypolska polityka Loyda Georga na rzecz Niemiec. Kręcony w
Paryżu, Londynie, Waszyngtonie, Petersburgu, Moskwie, Poczdamie,
Berlinie, Pradze i Budapeszcie. Największa wówczas po „Krzyżakach”
produkcja polskiej kinematografii. I jednocześnie Poręba realizuje w
ramach przyznanych mu pieniędzy na film kinowy, siedmiogodzinny serial
TV. Był tylko jeden raz emitowany w 1981 r.i ostatnio pokazany w TV
Historia. Srodowisko filmowe wykorzystuje powstanie „Solidarności” do
zaatakowania filmu. Zwłaszcza, że przewodniczącą „S” zostaje Agnieszka
Holland, córka kominternowskiego agenta. Dziś również ten film jest
niestrawny dla „politycznie poprawnych”. Jest wielką glorią dla
powstania państwa i ceny, jaką naród polski musiał za nią zapłacić. I
teraz następuje największy paradoks: narodowa i katolicka „Solidarność”
zaczyna prasą sterowaną przez Michnika zwalczać najbardziej narodowego
reżysera, dlatego, iż Poręba rozpoznał na czele „Solidarności”
,starych stalinowców i przewidział, iż będą parli do powrotu do władzy
na jej plecach. I do zemsty na polskim narodzie. Słuszność jego
przewidywań potwierdziły słowa Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana
Wyszyńskiego, które w lutym 1981 padły w homilii z Jasnej Góry :
„uważajcie, żeby nie przyplątali się ludzie, którzy mają nie polskie
interesy na myśli, pamiętajcie, żeby Solidarność była polska!” Upojony
zwycięstwem naród nie chciał wsłuchać się w słowa Kardynała A prasa „S”
runęła lawiną nienawiści na Prymasa. Już wtedy, była sterowana przez
obecnego potentata prasowego, który wraz ze swą powstałą za pieniądze
„Solidarności” i zagranicznych składek „Gazetą Wyborczą” celuje dziś w
każdej antypolskiej akcji.
Poręba zdążył jeszcze zrealizować „Złoty Pociąg” w koprodukcji z Rumunią. Film o charakterze sensacyjnym o ratowaniu złota Banku Polskiego w 39 roku, na którym zamierzały położyć łapy bojówki Hitlera. I o przepuszczeniu tego złota przez pro polskiego premiera Rumunii Armanda Calinescu, który został kilka dni potem zamordowany przez terrorystów sterowanych z Berlina. Ukazanie tej postaci dotąd zakazanej w Rumunii było aktem wielkiej odwagi. O wadze tej sprawy świadczy zażądanie pokazania niegotowego filmu żonie Caucescu. „Penelopy”.Kameralny film o żonach marynarzy. „Siwa Legenda”. Romans rycerski z XVII wieku, wg scenariusza białoruskiego pisarza Włodimira Korotkiewicza ,w międzynarodowej obsadzie aktorskiej. To mit Lady Macbeth, wpisany w realia Rzeczpospolitej Narodów. Kręcony w Kamieńcu Podolskim, i Chocimiu. To ostatni film Poręby.
Od 1991 nie miał szansy wyreżyserowania filmu ani pracy w teatrze czy w TV. Mimo iż jest nagrodzony za dwa najlepsze spektakle roku Teatru TV: „Rzecz Listopadowa” Ernesta Brylla –poetycką refleksję o Dniu Zaduszkowym w Warszawie- mieście cmentarzu i „Tajny więzień stanu” o Walerianie Łukasińskim oraz próbach nadania Królestwu Polskiemu Konstytucji przez znajdującego się pod wpływem księcia Czartoryskiego cara Aleksandra I. Tego samego cara, który urządził poległemu Księciu Józefowi Poniatowskiemu uroczysty pogrzeb z pola bitwy pod Lipskiem oraz zapewnił pokonanym Polakom prawo zachowania białej broni i sztandarów. Poręba płaci wymazaniem z mapy polskiej kultury za dwie rzeczy: zdemaskowanie już w roku 90 układu Kwaśniewski – Michnik i założenie w 1981 roku oraz przewodniczenie organizacji: "Grunwald”, która miała na celu zdemaskowanie KOR- u w oczach mas „Solidarności”, jako grupy trockistowskich internacjonałów, dążących do powrotu do władzy nad Polską, utraconej w 1956 roku. Ponieważ na manifestacji Grunwaldu” ,poświęconej ofiarom UB, wśród nazwisk sędziów zbrodniarzy, pojawiło się na ogromnej tablicy nazwisko Stefana Michnika, organizacja została zaatakowana jako antysemicka .I to jednocześnie przez PZPR- owską „Politykę” i „Życie Warszawy” jak i michnikowską prasę „Solidarności”. A żeby jeszcze bardziej skompromitować w oczach „S”, nadano jej gębę komunistycznej i ubeckiej. Mimo, iż w manifestacji „Grunwaldu”, poza Porębą ,brali udział wyłącznie byli więźniowie UB z wyrokami śmierci i długoletniego więzienia: komendant Sląskiego Okręgu AK Walter Janke, pełnomocnik AK d.s. getta warszawskiego mjr. Tadeusz Bednarczyk, działacz katolicki Stronnictwa Pracy Kazimierz Studentowicz, obrońca Warszawy w 1939 red. Wit Gawrak. Manifestację sygnował również bohater polskich skrzydeł płk. Stanisław Skalski. Całą prasową prowokacją kierował ówczesny naczelny „Polityki” a później ostatni I. sekretarz PZPR – duchowy przywódca „Internacjonałów” Mieczysław Rakowski, ideowy przyjaciel Michnika. Ostatnie lata, Poręba walczył o zrealizowanie filmu „Requiem”. To jakby polska wersja „Doktora Żywago” o losach lwowskiej rodziny inteligenckiej w okresie paktu Ribentropp – Mołotow, zakończonych Katyniem i wywózkami na Sybir. O pokoleniu, które oddychało Polską. By uniemożliwić powstanie tego filmu, odebrano Porębie zespół filmowy, który prowadził przez 25 lat i posłano go na przedwczesną emeryturę. Rozpoczął pracę publicysty w „Myśli Polskiej”. W 2003 roku dwukrotnie reżyserował w ukraińskich teatrach „Lato w Nohant” Jarosława Iwaszkiewicza. Wybierał teatry w miastach o dużych skupiskach Polaków (Równe i Żytomierz).Nieprzypadkowo zawoził tam sztukę o Szopenie. Każda z premier stawała się manifestacją polskości. Zwłaszcza, że Poręba prowadzi na Ukrainie (np. wykłady na Uniwersytetach i wywiady TV) akcję zwalczającą rehabilitację morderców z OUN – UPA. Ostatnią jego praca teatralną jest widowisko „Zmartwychwstanie”, Lusi Ogińskiej, którego premiera sponsorowana przez Andrzeja Leppera miała miejsce 31 maja 2005 w Sali Kongresowej PKiN. Dzięki prywatnemu sponsorowi Arkadiuszowi Suderowi została zekranizowana i będzie rozprowadzana na płytach DVD. Film miał prapremierę w chicagowskim kinie Portage. Poręba objechał z nią wszystkie ośrodki polonijne wszerz USA, od Florydy po Kalifornię z targami w Hollywood włącznie. Poręba do niedawna był prezesem Stronnictwa Narodowego Organizacja Polityczna Narodu, członkiem władz Kresowego Ruchu Patriotycznego, Stowarzyszenia Ofiar Wojny, Ruchu Obrony Godności Narodu (zajmującego się demaskowaniem kłamstw T. Grossa o Jedwabnem i próbami rehabilitacji OUN- UPA), Stowarzyszenia mandatowe Okręgi Wyborcze. W poprzednich wyborach parlamentarnych startował jako niezależny kandydat do Senatu. W ostatnich jako kandydat Stronnictwa Narodowego z listy Samoobrony RP.Był wice przewodnicz?cym buduj?cego się osiedla Stegny w Warszawie i przez dwie kadencje radnym Miasta Stołecznego Warszawy. Jest odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Komandorskim Polonia Restituta, srebrnym i złotym Medalem Za Zasługi Dla Obronno?ci Kraju, Złotą Odznaką Za Zasługi Dla Warszawy, Odznaką Zasłużonego Działacza Kultury. http://donbas.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?196783 http://sowa-frankfurt.ning.com
Refleksje z czwartego i piątego dnia procesu, wytoczonego przez Jana Kobylańskiego jego dziewiętnastu potwarcom z „Gazety Wyborczej”, „Wprost” „Rzeczypospolitej” i „Polityki”.
Sala sądowa jest wypełniona publicznością. Trzy razy rozprawa toczyła się w niewielkiej Sali Sądu dla Dzielnicy Mokotów przy ulicy Ogrodowej, raz w większej Sali sądowej przy Alei Solidarności.
W czwartym dniu procesu publiczność została przez sędziego Roberta Żaka usunięta z pomocą policji, pod pretekstem niewłaściwego zachowania się, kiedy padły prowokacyjne słowa oskarżonego, ambasadora z Hiszpanii a ongiś z Paragwaju i Urugwaju, Ryszarda Sznepfa, jakoby zacytowane z prasy paragwajskiej, że „Jan Kobylański jest znanym, międzynarodowym bandytą” . Słowa te wywołały zrozumiały odruch oburzenia, który został wykorzystany dla usunięcia publiczności. Trzeba było widzieć, nie skrywany wyraz triumfu na twarzach oskarżonych i ich adwokatów! Obecność publiczności jest oskarżonym przedstawicielom środków przekazu, wyraźnie nie w smak. Dziwi też zakaz sądu, nagrywania i fotografowania na sali. Jakże to nie sprawiedliwe wobec przedstawicieli społeczeństwa, którzy obserwują proces tych, którzy całe życie niezwykle jednostronnie, jak wykazuje proces, manipulują opinią publiczną!
Oskarżeni jak dotąd stają przed sądem w ilości trzech, czterech.
Większość jest zawsze nie obecna. Np. Adam Michnik nie stawił się dotąd na żadnej rozprawie, jego adwokaci usprawiedliwiają go pod różnymi pretekstami. Bywa, że na sali jest więcej ich adwokatów, niż
oskarżonych. Trzeba przyznać, że jak dotąd, sąd gładko to przełyka.