
Marek Lubiński, foto: uncaria.pl "...zwracamy się jako USOPAŁ do Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z następującym pytaniem: dlaczego pan Premier (Jarosław Kaczyński), dlaczego właśnie ten nowy Rząd stworzony przez Prawo i Sprawiedliwość, na którą to partię oraz jej kandydata na Prezydenta, prof. Lecha Kaczyńskiego oddała swoje głosy w ostatnich wyborach cała USOPAŁ i ogromna większość Polonii w Ameryce Łacińskiej, lekceważy sobie w tej chwili Polonię i ma za nic jej opinię? Wszak to Polonia od dawna stara się pokazać Warszawie, kim są i kogo reprezentują "dyplomaci" (...) w jakim świetle stawia Rząd RP i Prezydenta tak skandaliczne zachowanie owych "dyplomatów"? - Z upoważnienia Zarządu USOPAŁ rzecznik prasowy Marek Lubiński. Dziesięciolecie działalności USOPAŁ. 2006, s. 356.
Z Markiem Lubińskim, byłym rzecznikiem prasowym Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej rozmawia Katarzyna Cegielska.
Składał Pan zeznania jako świadek na ostatniej rozprawie w procesie, jaki wytoczył Jan Kobylański, prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, 19 osobom szkalującym jego dobre imię. Jakie towarzyszą Panu refleksje na temat trwającego ponad 5 lat procesu?
Moje wrażenia i odczucia są dość pesymistycznie. Oskarżeni nie przychodzą na rozprawy, uczestniczą w nich tylko ich pełnomocnicy, którzy są bardzo pewni siebie. Nie widać w nich żadnej skruchy. A rozprawa jest raczej prowadzona w bardzo zakamuflowany sposób na korzyść oskarżonych.
Czy nie są traktowani jak oskarżeni?
Nie, tym bardziej, że ich zazwyczaj nie ma.
A jeśli już się pojawiaj, to w jaki sposób się wypowiadają?
Jeśli oskarżeni się pojawiają, to wówczas występują w roli oskarżycieli, w ten sposób właśnie się wypowiadają. Osobiście nie uczestniczyłem w poprzednich rozprawach, ale czytałem sprawozdania z ich przebiegu. Jeśli zdarzyło się, że oskarżeni pojawili się w sądzie, zachowywali się bardzo butnie, jak oskarżyciele. Powtarzali te same słowa, za które zostali postawieni w stan oskarżenia. Podtrzymywali te same oszczerstwa i kalumnie, te same teorie, historie w stosunku do prezesa Kobylańskiego, które nie mają absolutnie żadnego pokrycia w rzeczywistości.
Jak reaguje na te znieważające słowa sędzia?
Na ostatniej rozprawie, bo o niej jedynie w pełni mogę mówić (o poprzednich tylko na podstawie stenogramów), bardzo wyraźnie odczuwałem, że sędzia był stronniczy – trzymał stronę oskarżonych, a konkretnie ich adwokatów, pełnomocników i świadka, który zeznawał z tamtej strony. ‘
W czym ta stronniczość się przejawiała?
Sędzia zachowywał się po prostu nie jak sędzia, a raczej jak jeden z pełnomocników oskarżonych. Naprowadzał, a wręcz momentami sugerował takie odpowiedzi świadkowi obrony, które mogłyby ewentualnie przechylić szalę procesu na korzyść oskarżonych. Był jednym słowem tendencyjny. Nie rokuje to dobrze w kontekście przyszłego wydania wyroku w tej sprawie.
Świadkiem obrony na ostatniej rozprawie, na której był Pan obecny, była pani Wojsław. Kim jest i co mówiła?
Okazało się, że pani Wojsław a pani Retman, współautorka jednego z artykułów szkalujących prezesa Kobylańskiego, to jest jedna i ta sama osoba. Artykuł był bowiem podpisany jej pseudonimem. Sama powiedziała, że pseudonim jest nazwiskiem jej byłego męża. Była ona świadkiem oskarżonych i podtrzymywała całą tę historię na temat prezesa Kobylańskiego jakoby był kapo w obozach koncentracyjnych. Natomiast zapytana przez sędziego o źródła tej informacji, nie chciała go podać. Zasłaniała się tym, że podanie przez nią tego źródła mogłoby zaszkodzić w jakiś sposób osobom czy osobie, która jakoby takie informacje jej podała. Wynika z tego bardzo jasno, że te „dowody” tak naprawdę polegają tylko i wyłącznie na pomówieniach, że nie ma żadnych konkretnych dowodów. Oskarżeni czy świadkowie cały czas posługują się zbudowaną przez siebie fikcją. Dobitnym przykładem jest ten świadek. Wojsław cały czas mówiła „słyszałam”, „ktoś powiedział”. W czasie jej przesłuchania można było zaobserwować skoordynowaną współpracę między sędzią a obrońcami i pełnomocnikami, którzy starali się naprowadzać zeznająca na dla nich właściwy trop i szlak, starali się, by wypłynęła z niej jakaś konkretna informacja, ale – powtarzam - ona nie była w stanie podać żadnego faktu. Wszystko to były domniemania, przypuszczenia, bardzo enigmatyczne informacje, żadne fakty czy konkrety. Te zeznania dla normalnego sądu nie mogą stanowić podstawy dowodowej.
O co Pana pytano?
Z jednej strony starano mnie sprowokować do potwierdzenia tezy, że USOPAŁ jest organizacją fasadową, tylko i wyłącznie kaprysem prezesa Jana Kobylańskiego, że nie reprezentuje żadnej Polonii. To jest ich teza, że USOPAŁ nie reprezentuje Polonii w Ameryce Łacińskiej, że istnieje tylko i wyłącznie jako kaprys i zaspokajanie ego prezesa Kobylańskiego. W ten sposób były nakierowane pytania. A z drugiej strony próbowano imputować mnie, jako byłemu rzecznikowi prasowemu USOPAł, antysemityzm, który miał być przeniesiony na postać samego prezesa. To była ustawiona taka figura.
Jak odnosili się oskarżeni, czy ich pełnomocnicy, do faktów, które padły na tej rozprawie z pana ust? Przez 16 lat mieszkał Pan w Ameryce Południowej, konkretnie w Peru i do momentu powrotu do Polski współpracował z prezesem Kobylańskim jako rzecznik prasowy USOPAŁ.
Oskarżeni okazują lekceważenie dla faktów. One nie są dla nich faktami, oni mają swoje teorie czy swoją legendę, którą się kierują.
Jeden z oskarżonych, Jarosław Gugała twierdzi, że przez kilka lat, będąc w Urugwaju, zrobił więcej niż Jan Kobylański przez tyle lat działalności… A te wszystkie wielkie pomniki Jana Pawła II stawiane w różnych miejscach Ameryki Łacińskiej i inne tylko materialne znaki (chociażby odnowienie kaplicy polskiej w Urugwaju, Domu Towarzystwa Piłsudczyków itd.) są i pozostaną faktem dla pokoleń. Co wiadomo o dokonaniach Gugały?
No właśnie, ja nie wiem, jakimi zasługami może poszczycić się pan Gugała, z czasów kiedy był ambasadorem RP w Urugwaju. Nic mi na ten temat nie wiadomo.
Czego możemy się spodziewać na marcowej rozprawie?
Osobiście mogę spodziewać się wszystkiego, choć oczekiwałbym sprawiedliwego wyroku. Istnieje jednak obawa, że oskarżeni mogą zostać uniewinnieni, po to, by być świadkami w drugim procesie wytoczonym przez Jana Kobylańskiego Radosławowi Sikorskiemu. Nie chciałbym być złym prorokiem, że obawiam się, że do tego może zmierzać ten proces. A podkreślam, nie można bezkarnie nikogo pomawiać, tylko dlatego, że się nie zgadzamy z jego poglądami, tylko dlatego, że otwarcie mówi o dobru Polski i chce do tego dobra doprowadzić, jak czyni to prezes Jan Kobylański
Dziękuję za rozmowę
http://sowa.quicksnake.es/USOPAL/Marek-Lubiski-Mimo-wszystko-oczekuj-sprawiedliwego-wyroku








