Colonia Polaca - USOPAL - Unión de Sociedades y Organizaciones Polacas en America Latina - Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej - POLONIA na intencję Odrodzenia Polski
Stefan Kosiewski

www.flickr.com
stefan_kosiewski przedszkole oddali na burdel photoset stefan_kosiewski przedszkole oddali na burdel photoset
kosiewski.
The WeatherPixie Add me to your address book
Google Groups – wersja beta
Zapisz się do magazyn europejski
E-mail:
Odwiedź tę grupę
Blog > Komentarze do wpisu
Bohdan Poręba: z czwartego i piątego dnia procesu, wytoczonego przez Jana Kobylańskiego jego dziewiętnastu
sowa  sowa


Strategia Oskarżonych

Refleksje z czwartego i piątego dnia procesu, wytoczonego przez Jana Kobylańskiego jego dziewiętnastu potwarcom z „Gazety Wyborczej”, „Wprost” „Rzeczypospolitej” i „Polityki”.

Sala sądowa jest wypełniona publicznością. Trzy razy rozprawa toczyła się w niewielkiej Sali Sądu dla Dzielnicy Mokotów przy ulicy Ogrodowej, raz w większej Sali sądowej przy Alei Solidarności.

W czwartym dniu procesu publiczność została przez sędziego Roberta Żaka usunięta z pomocą policji, pod pretekstem niewłaściwego zachowania się, kiedy padły prowokacyjne słowa oskarżonego, ambasadora z Hiszpanii a ongiś z Paragwaju i Urugwaju, Ryszarda Sznepfa, jakoby zacytowane z prasy paragwajskiej, że „Jan Kobylański jest znanym, międzynarodowym bandytą” . Słowa te wywołały zrozumiały odruch oburzenia, który został wykorzystany dla usunięcia publiczności. Trzeba było widzieć, nie skrywany wyraz triumfu na twarzach oskarżonych i ich adwokatów! Obecność publiczności jest oskarżonym przedstawicielom środków przekazu, wyraźnie nie w smak. Dziwi też zakaz sądu, nagrywania i fotografowania na sali. Jakże to nie sprawiedliwe wobec przedstawicieli społeczeństwa, którzy obserwują proces tych, którzy całe życie niezwykle jednostronnie, jak wykazuje proces, manipulują opinią publiczną!

Oskarżeni jak dotąd stają przed sądem w ilości trzech, czterech.
Większość jest zawsze nie obecna. Np. Adam Michnik nie stawił się dotąd na żadnej rozprawie, jego adwokaci usprawiedliwiają go pod różnymi pretekstami. Bywa, że na sali jest więcej ich adwokatów, niż
oskarżonych. Trzeba przyznać, że jak dotąd, sąd gładko to przełyka.
Publiczność gromadzi się więc, wokół pikiety przed sądem, gdzie można wypowiedzieć się przed „telewizją narodową”, które to wypowiedzi można później obejrzeć w portalu internetowym „You Tube”. Można też dostać gorącą herbatę lub łyżkę gorącego bigosu.

Namiot pikiety okalają biało czerwone flagi, transparenty i portrety Jana Kobylańskiego z napisem „Prezes Jan Kobylański walczy z antypolonizmem”.

Po piątej rozprawie, w tymże namiocie odbyła się msza św. Celebrowana przez ks. dr Jana Gryciuka. Wspaniałe było kazanie ks. Gryciuka, w którym powiedział, że trzeba zawsze modlić się o wielkość Polski: kiedy jest wielka i zwłaszcza wtedy, kiedy jest mała. Bo wtedy najbardziej potrzebne jest zwycięstwo.

Wszyscy zeznający dotąd oskarżeni, wygłaszają jak mantrę jednakową formułę: że nie przyznają się do winy oraz że nie będą odpowiadać na pytania pełnomocnika oskarżenia mecenasa Andrzeja Lew-Mirskiego. Oraz,
że działali w poczuciu obowiązku informowania opinii publicznej. Natomiast wygłoszą oświadczenie. Oświadczenia te wygłaszają bąkając pod nosem tak, by ani słowo nie dotarło do publiczności. Przy zakazie
dokumentowania rozprawy przy pomocy filmowania, nagrywania i fotografowania, czyni to tę rozprawę, właściwie utajnioną. Maniera niezwykle cichego mówienia udziela się również sędziemu.

I na tym tle ukazują się soliści. Wszyscy są „autorytetami”, byłymi lub obecnymi ambasadorami: Daniel Passent, Ryszard Sznepf oraz Jarosław Gugała.

Wprawdzie Daniel Passent przekazując sądowi swój stosunek i „wiedzę” jaką nabył o Prezesie Janie Kobylańskim powołuje się na dwóch pozostałych kolegów ambasadorów, a nawet stwierdza, ze wobec faktów
przekazanych przez takie autorytety jak Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała, nie miał już obowiązku sprawdzania „faktów”, które zamieszczał w swych enuncjacjach ( czy denuncjacjach) prasowych. To kuriozalne stwierdzenie w ustach dziennikarza, którego sens zawodu polega na docieraniu do prawdy!

Ale Ryszard Sznepf i Jarosław Gugała przyjmują na siebie role solistów,
którzy mają przede wszystkim wywrzeć odpowiednie wrażenie na sądzie.

Ryszard Sznepf zaczyna od tego, że będzie mówił dobitnie, tak, by każde jego słowo dotarło do każdej osoby na sali. Przedstawi fakty, które być może zmienią stanowisko nawet dotąd myślących inaczej.

Mówi, ze pełnił swą misję ambasadora od 1991 do 1996 roku i wtedy poznał Jana Kobylańskiego, jego rodzinę, dom i znajomych. Poznał też wiele dokumentów i relacji prasowych. Zdobywana wówczas wiedza kazała Sznepfowi ocenić Jana Kobylańskiego jako człowieka żądnego władzy, który: ”płaci, decyduje i wymaga”.
Dał przykład, że był uprzedzany przez oskarżyciela, by nie komunikował się ze skomunizowaną strukturą Stow. Adama Mickiewicza. Gdy Sznepf go nie posłuchał , przy składaniu wieńca pod jakimś pomnikiem, Sznepf był sam, bowiem Kobylański zastosował wobec niego ostracyzm. (tu pomyślałem jak to wspaniale świadczy o wpływie prezesa na swą organizację)!

Stawia zarzut o próbę skorumpowania Lecha Wałęsy , kiedy to Jan Kobylański miał oferować 250 000 USD w zamian za wpływ na dobór ambasadorów i funkcję honorowego ambasadora na cała Amerykę Łacińską,
podczas jego pobytu w Urugwaju 25 lutego 1955 roku .
Wałęsa miał to wg. Oskarżonego ujawnić trzy lata później podczas zaprzysiężenia nowego prezydenta Ekwadoru.

Ryszard Sznepf stwierdził, że Jan Kobylański ma wielki wpływ na treści ukazujące się na portalu USOPAŁ u. I tu według niego, objawia się żydożercza postawa prezesa. Tu Sznepf powołuje się na jakąś komisję, jak
się wyraził „specjalistów”, która dokonała analizy treści portalu USOPAŁ u i stwierdziła, że słowo „Żyd”, „żydowski” pojawia się na 428 publikacji, aż 316 razy! Co stanowi 73,8% poświęconych „szeroko pojętej
problematyce żydowskiej, a polonijnej tylko 125 razy!

Widzicie Państwo, jak się napracowali!? A gdyby tak policzyć ile razy słowo „Polak”, „polski” pojawia się w kontekście negatywnym w „Gazecie Wyborczej”?

No i teraz strzał z kolumbryny:

Sznepf przedstawia sądowi dokumenty IPN zawiadamiające o sięgnięciu do rozprawy z 1955 roku, zakończonej umorzeniem, o rzekome wydanie rodziny żydowskiej Shenke w czasie okupacji. Sznepf stwierdza, ze wprawdzie sprawę umorzono, ale sama zbrodnia „ludobójstwa” nie ulega przedawnieniu!

To bardzo przypomina czas IPN pod dyrekcją Kieresa, kiedy to wyciągnięto również umorzone śledztwo z 1949 roku, przeciw rzekomym zabójcom Żydów w Jedwabnem, którzy wszyscy byli torturowani w UB a jeden nawet skonał w czasie śledztwa. Moja dokumentacja współczesna w IPN ujawniła, że większość oskarżonych była czynna w polskim ruchu oporu, bardzo silnym w okręgu łomżyńskim.

Prezes Jan Kobyląński, również podległ skomasowanemu atakowi lobby wraz z charyzmatycznym Prezesem Polonii USA Edwardem Moskalem, wtedy, gdy wspólnie ogłosili swój sprzeciw wobec żądań dobicia polskiej gospodarki przez samozwańcze grupy żydowskie ( przed którymi ostrzegał Polskę uczciwy żydowski uczony Norman Finkelstein w swej „Hollocoust Industry”), za pomocą rewindykacji w wysokości 65 miliardów za zbrodnie Hitlera na polskiej ziemi.

Sznepf podważał na Sali sądowej polskość Jana Kobylańskiego, oskarżał go o próby korupcji i współpracę z komunistami. O kompletną bezideowość, wykorzystywaną dla ugruntowywania wpływów i nieposkromionej żądzy władzy.

Na końcu Sznepf powołał się na słuszne wg. niego zarządzenie ministra Radka Sikorskiego, zabraniające kontaktowania się dyplomatom z Janem Kobylańskim i jego organizacją.
Zarzucił nieprawidłowości w polskich firmach Jana Kobylańskiego Mintpol i Potsdam. Wreszcie powołał się na negatywną opinię Hanny Gronkiewicz Waltz oraz wspomniał o naciskach i groźbach skierowanych przeciw niemu, których ślady jakoby miały znajdować się w kancelarii Prezydenta RP.

Ale całkowicie odsłonił karty oskarżony, również ambasador, Jarosław Gugała.

Stwierdził bowiem, że przed przejęciem misji ambasadora, miał rozmowę z ówczesnym szefem MSZ min. Władysławem Bartoszewskim, który uczulił go na rasistowską postawę konsula honorowego w Urugwaju. Jana Kobylańskiego. I że trwają od ośmiu i pół roku, rażące nieprawidłowości i skandaliczne zaniedbania w tej sprawie: Senatu, Wspólnoty Polskiej oraz MSZ i części kościoła katolickiego, , którym to zaniedbaniom należy położyć kres.

Po, objęciu funkcji w Urugwaju, Gugała stwierdził, że szkodliwa działalność prezesa Kobylańskiego powoduje utratę opinii niezbędnej dla prowadzenia organizacji jednoczącej Polonię Ameryki Łacińskiej.
Działalność Kobylańskiego jest fasadowa, ogranicza się do zwoływania raz do roku zjazdów, na które zaprasza się po kilku przedstawicieli Polonii oraz paru gości z Polski. Zwyczajem jest wg. Gugały wysyłanie zaproszeń i nagłaśnianie ich, kiedy wysoko postawione osobistości zawiadamiają że nie mogą przybyć.

Ta działalność była dofinansowywana przez senat i USOPAŁ był traktowany dotąd przez „Wspólnotę Polską” jako najważniejsza reprezentacja Polonii Ameryki Południowej. Zdaniem Sznepfa absolutnie nie słusznie. Na czym polega generalnie szkodliwość Kobylańskiego?

Otóż w Urugwaju 95% przedwojennej, polskiej emigracji stanowią Żydzi! Dzisiaj to 25 000 osób! Za czasów Gugały 4 z tych osób posiadały polskie paszporty i prezes Kobylański nigdy ich do siebie nie zaprosił! ( A czy
te osoby próbowały zgłosić się do niego?) Te wszystkie osoby unikały kontaktów z USOPAŁem, ze względu na rasistowskie poglądy jego przewodniczącego. Oto, na czym polega szkodliwość działalności Jana Kobylańskiego!

Po stwierdzeniu tych faktów, ministrowi Bartoszewskiemu pozostało tylko odwołanie Jana Kobylańskiego z funkcji Konsula Honorowego, którą pełnił ponad osiem lat, udzielenie nagan strukturom, które go wspierały, a Gugale zmobilizować „właściwie” zorientowaną prasę, przeciw Kobylańskiemu. Bo Edward Moskal zmarł „samorzutnie” i pozostało już tylko sterroryzować zwolenników Kobylańskiego.

Mowy oskarżonych: Passenta, Sznepfa i Gugały ( usiłuje do nich - ale bez powodzenia doszlusować Mikołaj Lizut), mają zabarwienie prokuratorskie. Mają za zadanie odwrócić role na sali: oskarżonych uczynić
oskarżycielami a oskarżyciela uczynić oskarżonym. Już nawet zaczęto stosować właściwy język. Bo adwokat żądający sprowadzenia Jana Kobylańskiego przed , jak się wyraził „polski sąd”, który na głos z sali, że Jan Kobylański ma 87 lat odparł, że w g. jego wiedzy prezes Kobylański i tak bywa w Szwajcarii raz do roku, użył określenia, że należy oskarżyciela „przesłuchać”. Jak w pięćdziesiątych latach, latach sądów nad Polakami przez ojców niektórych oskarżonych?

*Czy młody sędzia da się nabrać na tę pychę, demonstrację siły oskarżonych i ich hucpę?*

* *
* Bohdan Poręba*
http://sowa-frankfurt.ning.com/photo/bohdan-poreba
poniedziałek, 09 listopada 2009, reakcja